Actions

Work Header

Spotkanie na dworcu

Work Text:

Już czas. Harry powinien wracać do życia i pokonać Voldemorta. To jedyny sposób na zakończenie tej wojny.

Albus odwraca się do Harry’ego plecami i zaczyna oddalać w kierunku światła.

"Profesorze?"

Jeszcze jedno pytanie. Starzec obraca się z powrotem.

"Czy to dzieje się naprawdę, czy tylko w mojej głowie?"

Uśmiecha się. Da Harry’emu jeszcze jedną, niejasną odpowiedź. Niczym za starych, dobrych czasów.

"Ależ oczywiście to dzieje się w twojej głowie, Harry, tylko skąd, u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?"

Odwraca się po raz ostatni i odchodzi. Tym razem na zawsze.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Nadal  znajduje się w miejscu, które Harry porównał do dworca King’s Cross, tylko czystszego. Czuje się jednak inaczej, jakby nagle stał się młodszy o pół wieku. Wejście w smugę światła w istocie przywróciło mu wygląd z czasów, gdy miał czterdzieści lat. Włosy i broda skróciły się i przybrały na powrót kasztanowy kolor, który zawsze tak bardzo lubił. Nie ma też już na sobie szaty, którą nosił wcześniej. Zamiast tego ubrany jest w jasnoszary płaszcz i garnitur, niebieską koszulę oraz ciemne buty i krawat.

Wraca myślami do niedawnej rozmowy z Harrym.  

 

"Grindelwald próbował powstrzymać Voldemorta od poszukiwania różdżki."

 

Spodziewał się tego. Gellert nie pozwoliłby jakiemukolwiek innemu czarnoksiężnikowi dostać różdżki. Zwłaszcza, jeśli istniała szansa, że ów czarnoksiężnik stałby się przy jej pomocy znacznie potężniejszy od niego. 

 

"Kłamał, powiedział, że nigdy jej nie miał."  

 

Tego również się spodziewał. Próba zwiedzenia Sami-Wiecie-Kogo na manowce nie była złym pomysłem, lecz nie zakończyła się sukcesem. Albus pomyślał wtedy o tym, co mogło sprawić, że Grindelwald postanowił oszukać Voldemorta. Przedstawił swoje zdanie Harry’emu. 

 

"Mówią, że w późniejszych latach okazał skruchę, kiedy już siedział w samotnej celi w Nurmengardzie. Mam nadzieję, że to prawda. Chciałbym wierzyć, że odczuł grozę i hańbę swoich czynów. Może to kłamstwo wobec Voldemorta było jakąś próbą naprawienia krzywd… może chciał zapobiec temu, by Voldemort posiadł Insygnium…"

"...a może temu, by włamał się do pana grobu?"

 

Wystarczyło dziewięć słów, by Harry zupełnie zmienił jego postrzeganie. By dał mu nadzieję na to, że chłopak, w którym zakochał się całe wieki temu, naprawdę istniał i odwzajemniał jego uczucia. Że nadal je odwzajemnia.

Poczeka i zobaczy. Decyduje nie ruszać dalej i sprawdzić, czy jego ukochany do niego przyjdzie. Zostanie na dworcu i zaczeka tak długo, jak będzie trzeba. Na Gellerta… może czekać nawet całą wieczność.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Wieczność wydaje się nie trwać długo. Jakiś czas po podjęciu przez Albusa decyzji o poczekaniu, przestrzeń wokół niego spowija świetlista mgła. Kiedy znika, może wyczuć obecność drugiej osoby. Nie jest w stanie się odwrócić, za bardzo boi się rozczarowania, ale wtedy ta osoba odzywa się, a w jego uszach rozbrzmiewa delikatny niemiecki akcent. Jak bardzo za tym tęsknił…

"Albus…"

Odwraca się z szybkością tak wielką, że gdyby nadal był żywy, zapewne zakręciłoby mu się w głowie. Przed nim stoi mężczyzna, którego nigdy nie przestał kochać. Gellert Grindelwald. Wygląda na czterdzieści lat. Na sobie ma ciemny, trzyczęściowy garnitur z białą koszulą oraz szary płaszcz. Do tego niebieski krawat z lawendowymi akcentami. Jego jasne włosy zaczesane są w tył, a dwukolorowe oczy intensywnie wpatrują się w Albusa. Jak gdyby nie mógł uwierzyć w to, że go widzi.

"Gellert…"

Albus robi krok w jego stronę. Gellert także zaczyna iść naprzód. Kolejny krok… i kolejny… i jeszcze jeden, póki nie będą w stanie usłyszeć bicia własnych serc. Były dyrektor patrzy w oczy swojego niegdysiejszego kochanka mając nadzieję, że tym prostym gestem przekaże mu wszystkie swoje uczucia. Gellert odwzajemnia spojrzenie. Na jego twarzy nie ma złości ani zagubienia. Jest tylko miłość, którą czuje coraz mocniej wpatrując się w hipnotyzujące, jasnoniebieskie tęczówki.

Nie całują się z pasją. Nie ściskają się też serdecznie. Patrzą sobie w oczy. Serca wybijają jeden rytm. Oddechy mieszają się w niewielkiej przestrzeni, jaka między nimi pozostała.

 

"Mówisz, że jesteśmy na dworcu King’s Cross, tak? Myślę, że gdybyś postanowił nie wracać…"

 

Dłonie spotykają się i splatają razem, jakby od tego zależało czyjeś życie.

 

"…to mógłbyś…jakby to powiedzieć…wsiąść do pociągu."

 

Na peron wjeżdża stary pociąg parowy. Zatrzymuje się obok. Drzwi do wagonu otwierają się. 

 

"I dokąd by mnie zawiózł?"

 

Wsiadają, nadal milcząc, wciąż trzymając się za ręce. Po prostu są przy sobie. Nadrabiają stracony czas. 

 

"Dalej."