Actions

Work Header

Wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu

Chapter Text

Alex jęknęła rozglądając się po sterylnym laboratoryjnym wnętrzu. Gdzie ona była? Co się stało? Nie mając czasu zeszła powoli z kozetki na której leżała. W oddali słychać było odgłosy strzałów i krzyki.
- Weź z szafki broń i pancerz. - Odezwał się ponaglająco kobiecy głos wydobywający się z komunikatora zamontowanego zapewne w którejś części pomieszczenia. To właśnie ten głos wybudził Shepard kilka sekund temu i wyjaśnił że stacja jest atakowana. Stojąc niepewnie na drżących nogach Alex zacisnęła zęby czując pulsujący ból w całym ciele. Czuła się jakby przejechał ją samochód ciężarowy. Starała sobie przypomnieć co takiego się stało. Po kilku sekundach zastygła w szoku gdy obrazy ataku powróciły do jej umysłu. Ktoś zaatakował Normandię doszczętnie ją niszcząc. Ona sama ruszyła przez płonący statek aby wyciągnąć Jokera. Ostatnim co pamiętała był syk jej uszkodzonego pancerza gdy wylatywała w pustkę. Miała uszkodzony zbiornik z tlenem. Pamiętała wszechogarniająca pustkę jaką wydawał jej się wtedy kosmos, duszący ją mrok rozświetlany przez miliony gwiazd, przytłaczający ogrom który sprawiał że czuła się niewyobrażalnie mała. Dusiła się, chyba straciła przytomność. Ale co dalej? Umarła? Mało prawdopodobne, po śmierci nie obudziłaby się raczej w zaatakowanym laboratorium. Co z jej załogą? Czy kapsuły ratunkowe wytrzymały? Gdzie oni są? Gdzie ona jest? Jeśli wypadła w kosmos zapewne widzieli jak szamota się i próbuje zatamować upływ tlenu w zbiorniku. Widzieli jej porażkę, jej przegraną. Miała tylko nadzieję że nic im nie jest, jej hańba jest w tym momencie mało ważna.
- W pistolecie nie ma magazynka termicznego. - Odezwała się Alex mając nadzieje że tajemnicza kobieta ją usłyszy. Nie może walczyć niezaładowaną bronią. Jęknęła ruszając ramionami w nadziei że dzięki ruchowi pozbędzie się chociaż części bólu i sztywności. Czuła tępy pulsujący ból w mięśniach, jaki zazwyczaj towarzyszył jej po bitwie i odniesionych częściowo zaleczonych ranach. - Magazynek termiczny znajdziesz w... - Nagle rozległ się głośny trzask. Pochodził najprawdopodobniej z komunikatora przez który mówiła tajemnicza kobieta. – Cholera! Zbiorniki przy drzwiach zaraz wybuchną! Schowaj się! Głowa w dół, osłoń się przed wybuchem!
Alex niewiele myśląc wskoczyła za pierwszą lepszą osłonę mając nadzieje że ta wytrzyma prawdopodobny wybuch. Tak szybki i agresywny ruch sprawił że zakręciło jej się w głowie mięśnie zaprotestowały boleśnie. Na pewno nie była martwa. Śmierć nie mogła tak bardzo boleć. Po chwili Alex usłyszała głośny wybuch a podłoga pod jej stopami zatrzęsła się. Powoli wystawiła głowę zza osłony. Drzwi do pomieszczenia leżały pogięte i zniszczone na ziemi, widać było na nich rysy i wgniecenia od wybuchu.
- Ktoś włamał się do systemów zabezpieczeń, aby cię zabić. Poszukaj magazynka termicznego do pistoletu. - Rozkazała kobieta niecierpliwie. Shepard powoli wyszła na korytarz sprawdzając czy nikt na nim się nie znajduje. Musiała szybko znaleźć magazynek inaczej będzie bezbronna w starciu z tajemniczymi napastnikami. Na korytarzu leżał martwy mężczyzna, nie miał na sobie zbroi, przy jego ciele leżał jednak pistolet a obok niego magazynek termiczny. Podnosząc przedmiot wzrok Shepard spoczął na dziwnym pomarańczowym logo znajdującym się na koszulce martwego mężczyzny. Już gdzieś widziała to logo. W obecnej chwili nie mogła sobie jednak przypomnieć gdzie. Spowodowane to było zapewne silnym bólem głowy i dezorientacją. Najpierw dowie się kto chce ją zabić i powstrzyma tego kogoś. Swoim stanem, dziwnym logiem i tajemniczą kobietą będzie się przejmować później. Nic nie dadzą jej te informacje jeśli nie przeżyje. Wchodząc do kolejnego pomieszczenia i przeskakując utworzoną barykadę kontem oka dostrzegła zbliżającego się w jej stronę mecha z wyciągnięta bronią. Szybko skoczyła za jedną z kilku skrzyń znajdującą się w pomieszczeniu słysząc jak wrogi mech oddaje kilka strzałów. Następnie dwoma celnymi strzałami zniszczyła wrogiego robota.
- Nie zatrzymuj się! Musisz dotrzeć do promu. - Słysząc znany już kobiecy głos Alex doszła do wniosku że kobieta musi porozumiewać się z nią poprzez wszystkie komunikatory znajdujące się w tajemniczym laboratorium. Komandor miała nadzieje że dotrze to tej kobiety i dostanie wszystkie potrzebne informację. Możliwe że spotkają się w promie. Więc celem nie było oczyszczenie stacji a ucieczka. Nie bardzo podobał jej się ten pomysł, nadal istniała możliwość że ktoś mógł żyć. To że nie wiedziała co się tu dzieje nie znaczy że chciała dać tym ludziom umrzeć, zwłaszcza jeśli tajemnicza kobieta miała racje i napastnikom chodziło tylko o nią. Alex wiedziała jednak że jej stan nie był na tyle dobry aby mogła pozwolić sobie na bieganie po stacji opanowanej przez wroga. Na ścianach i szybach mijanych pomieszczeń widziała to samo logo które zobaczyła na ubraniu martwego mężczyzny przy którym znalazła magazynek. Znała to logo na pewno, tylko skąd?
- Nie trać czasu, mogę odwrócić uwagę mechów tylko na chwile. - Odezwała się kobieta gdy Shepard szła kolejnym korytarzem, przez szybę widziała jak dwoje ludzi ginie pod silnym ostrzałem wielkiego mecha. Zaciskając zęby i wiedząc że nie może im w żaden sposób pomóc ruszyła dalej korytarzem likwidując kilka mechów na swojej drodze. Ktokolwiek zaatakował tych ludzi aby dostać się do niej słono za to zapłaci. Przysięgła sobie widząc za zakrętem cztery kolejne martwe osoby. W następnym pomieszczeniu Shepard znalazł działający włączony komputer, widząc że służył on za dziennik włączyła jeden z zapisów mając nadzieje dowiedzieć się czegoś więcej o tym miejscu i swoim obecnym położeniu.

- Notujemy powolne postępy, ale pacjentka wraca do formy. Najważniejsze narządy działają mamy też śladową aktywność mózgu. Celem przyśpieszenia procesu odeszliśmy od prostej rekonstrukcji organicznej na rzecz połączenia biosyntetycznego. Wstępne wyniki są obiecujące. To była ta sama kobieta która kontaktowała się z Alex przez komunikatory. Czy tą pacjentką była ona sama? Mowa była o rekonstrukcji. O co dokładnie chodziło z tym połączeniem biosyntetycznym? W tym samym pomieszczeniu znalazła też drugi komputer, on jednak zawierał zapiski nieznanego Alex mężczyzny.

- Koszty projektu są astronomiczne, przekroczyliśmy już cztery miliony kredytów. Nikt jednak nie dba o przekroczenie budżetu. Nie wiem skąd szef bierze tyle forsy. Może lepiej tego nie wiedzieć. Chciałbym tylko żeby coś z tego mnie od czasu do czasu skapnęło.
Sheprad zmarszczyła brwi zdezorientowana. Cztery miliony kredytów to kupa kasy, ciężko jej było nawet wyobrazić sobie tyle pieniędzy. Nikt najwyraźniej tu nie przejmował się wielkimi kosztami. Shepard naprawdę nie chciała łączyć swojej osoby z tymi szalonymi kwotami. Niestety nie była ani głupia ani naiwna, prawdą jest że nie wszystko zrozumiała z zapisków tajemniczej kobiety. Rekonstrukcja organiczna, połączenie biosyntetyczne? Nie była naukowcem, brzmiało to jednak skomplikowanie i co najważniejsze drogo. Jej osłabiony obolały stan i ostatnie wspomnienia z ataku na Normandię także wiele mówiły, wpadła w pustkę, dusiła się. Nie mogło być z nią kolorowo. Dodatkową niewiadomą był atak na tę dziwną placówkę w której się znajdowała. To były jednak tylko jej domysły, może nie była tu jedyna i nie o nią była mowa. Mając bardzo złe przeczucia Shepard wyszła z pomieszczenia i kierowała się dalej korytarzem, nie do końca wiedząc czy zmierza w dobrym kierunku. Miała nadzieje jednak że nie wszyscy w tym miejscu zostali wymordowani i uda jej się kogoś uratować i przy okazji dostać jakieś odpowiedzi. Im dalej szła korytarzem tym głośniej i wyraźniej słyszała wycie alarmu, nagle usłyszała czyjś krzyk i swoje nazwisko. Za oknem w korytarzu ujrzała mężczyznę który krzyknął ponownie jej nazwisko, zanim jednak zdążyła cokolwiek zrobić za plecami nieznajomego pojawił się kolejny wielki mech. Mężczyzna krzyknął i zaczął wołać o pomoc, a w następnej sekundzie Shepard patrzyła jak jego krew brudzi szybę a on sam osuwa się na podłogę. Shepard ruszyła dalej nie chcąc zwracać uwagi wielkiego mecha, czuła jednak zimną kulę poczucia winy. Czy to prawda że ci wszyscy ludzie naprawdę giną z jej powodu? Zganiła się jednak surowo. Nie wiedziała w końcu jakie wobec niej mieli zamiary, co jej zrobili. Mogli mieć złe intencję. Te myśli nie zagłuszyły całkowicie poczucia winy. W kolejnym pomieszczeniu Shaperd znalazła następny dziennik, głos należał do tego samego mężczyzny który wcześniej narzekał na ilość wydawanych kredytów i wspominał o swoim szefie.

- Nie rozumiem tej Mirandy. Jako szefowa projektu powinna być zachwycona naszymi postępami ale wciąż gra niewzruszoną. Może obawia się że Shepard zostanie nową ulubienicą. A może jest po prostu zimną suką.
Więc Shepar miała już jakieś konkretniejsze informacje, szefową całego projektu była niejaka Miranda, projekt chyba w dużej mierze był związany z Alex. O co chodziło z tą ulubienicą? Ta cała Miranda była o nią zazdrosna? Dlaczego? Wchodząc do kolejnego pomieszczenia Shepard dostrzegła że jednak ktoś nadal utrzymuje się przy życiu. Dostrzegła czarnoskórego mężczyznę walczącego z mechami. On także najwyraźniej ją dostrzegł ponieważ jego skupienie z mechów przeniosło się na nią a na jego twarzy wymalowała się konsternacja i zdziwienie.

- Shepard?! Co do diabła?! - Krzyknął w jej stronę kucając za osłoną i próbując nie dać się trafić. Po chwili jednak jego skupienie wróciło i zaczął strzelać do mechów. Shepard podeszła na tyle blisko na ile pozwalały jej osłony i również zaczęła strzelać do agresywnych mechów. Gdy ostatni z nich padł Shepard podeszła do nieznajomego a jej resztki spokoju i cierpliwości rozpłynęły się w powietrzu.

- Co tu robisz? Myślałem że wciąż nad tobą pracują? - Spytał nieznajomy spoglądając na drzwi po drugiej stronie pomieszczenia, które otworzyły się ukazując kolejną grupę mechów. Niezbyt dobre warunki na rozmowę, Alex jednak wiedziała że to prawdopodobnie jedna z niewielu możliwości uzyskania jakiś informacji. Chciała się dowiedzieć co tu się do diabła dzieje!

- Jesteś z Mirandą? - Spytała Alex spoglądając na nieznajomego. Miał na sobie zbroję z logiem które było wszędzie w tym miejscu. Dobrze, powie jej więc co to do diabła za logo. Miała nadzieje że to imię nie do końca znane jej, rozwiąże mu nieco język.

- Przepraszam, zapomniałem że to wszystko jest dla ciebie nowe. Jestem Jacob Taylor, stacjonuje tu...- Nie dane mu było dokończyć gdyż jeden z pocisków przeleciał niebezpiecznie nisko nada jego głową. - Cholera! Sytuacja musi wyglądać gorzej niż sądziłem skoro Miranda cię uruchomiła. Powiem ci co i jak ale najpierw dostańmy się do promu.

- Wiem że to nie najlepszy moment ale mam dość poruszania się po omacku w niezrozumiałej dla mnie sytuacji. - Warknęła Shepard wysyłając kilka strzałów w stronę przeciwników i ponownie chowając się za osłonę i spoglądając nagląco na Jacoba.

- Rozumiem będę się streszczał. - Skinął głową Jacob. Shepard zachęciła go skinieniem głowy ciesząc się że jest chętny do powiedzenia jej czegokolwiek. - Twój statek został zaatakowany i zniszczony gdy cie tu sprowadzono byłaś zupełnie martwa. Nasi naukowcy od dwóch lat składają cię do kupy. Do tego czasu nie było najlepiej, witaj ponownie wśród żywych.

Słysząc to Alex otworzyła usta w szoku i popatrzyła tępo na żołnierza. Martwa?! Dwa lata?! Jezu... to nie mogła być prawda! Nie mogła umrzeć! Nie da się nikogo tak po prostu ożywić. Dwa lata?! Co z przymierzem, z jej załogą, z jej przyjaciółmi!? Co ze żniwiarzami?! Pierwsza myśl Shepard była taka że nieznajomy kłamie. Kto jednak próbując kłamać wymyśliłby taką niedorzeczną bajeczkę?! Pamiętała syk uciekającego tlenu z jej kombinezonu, to że nie mogła zaczerpnąć tchu, pamiętała widok płonącej Normandii. Coś takiego trudno byłoby przeżyć to fakt, ale nie mogła całkowicie umrzeć. Ten mężczyzna musiał się mylić. Może była w bardzo złym stanie, może była na skraju śmierci. W to była skłonna uwierzyć, ale na pewno nie mogła być całkowicie martwa! Nie wyglądał na lekarza czy uczonego więc może nie miał dokładnych informacji. Może ta liczba kredytów posłużyła do uratowania jej, to miałoby sens. Na pewno nie do ożywienia, wskrzeszenia. Jakkolwiek to nazwać. To nie możliwe. Nie czas jednak teraz na kłótnie z nim, przyciśnie go na temat tego całego ożywienia później, gdy nikt już nie będzie do nich strzelał.

- To...mam problem z ogarnięciem tej całej sytuacji. - Wyjąkała Alex czując się jeszcze bardziej zagubioną. Chciała dostać odpowiedzi, nie chciała kolejnych pytań.

- Ta, nie dziwie się. - Jacob spoglądał ze współczuciem na Shepard, szok jaki teraz przezywała musiał być świetnie widoczny na jej twarzy. Przynajmniej tak wywnioskowała z miny Taylora. - Przymierze oficjalnie uznało cię za poległą w boju. Cała galaktyka ma cię za trupa. Wciąż możesz nim zostać jeśli nie dotrzemy do promu.

Cóż jedno jest pewne, Taylor był świetny w pocieszaniu. Pomyślała cynicznie Shaperd. Przymierze uznało ją za zmarłą, cała galaktyka tak zrobiła, cóż nie dziwła im się jeśli naprawdę minęły dwa lata. O ile ten mężczyzna mówi prawdę. Jak ona teraz to do diabła odkręci?!

- Czy z załogi Normandii przeżył ktoś jeszcze? - Spytała Alex przypominając sobie kapsuły ratunkowe, i okropny stan Normandii. Co z Jokerem, doktor Chakwas, Pressleyem, Kaidenem. Boże Kaidan, jak on teraz musi się czuć, jak sobie z tym poradził. Jej serce ścisnęło się boleśnie gdy przypomniała sobie jego przystojną twarz i czarujący uśmiech.

- Pomóż mi pokonać te mechy a będę do znudzenia odpowiadał na twoje pytania. Nie mamy zbyt dużo pochłaniaczy ciepła, ale jestem biotykiem, daj znać kiedy mam ich walnąć z mocy.

Cóż jedno było pewne, Jacob świetnie sobie radził, widać było że nie po raz pierwszy na w rękach broń. Jako biotyk też działał dość dobrze, jego biotyka jednak ponownie przypomniała jej o Kaidanie. Po chwili otrząsnęła się jednak, odsuwając ból i tęsknotę w głąb umysł. Nie czas teraz na rozczulanie. Gdy stąd wyjdzie i wszystko odkręci znajdzie Kaidana.

- Dobra obiecałem że odpowiem na twoje pytania, co chcesz wiedzieć? - Spytał Jacob gdy ostatni mech padł na ziemie.

- Czym się tutaj zajmujesz? - Pomimo palącej chęci zadania najważniejszych pytań Shepard postanowiła zacząć wyciągać od niego informacje powoli. Nie wiedziała kim on dokładnie jest, czy mówi prawdę, dla kogo pracuje ani jakie są jego cele.

- Zależy kogo zapytasz, teoretycznie jestem pierwszym adiutantem Mirandy, w praktyce. Zwykłym żołnierzem. Wcześniej pięć lat służyłem w przymierzu teraz jestem szefem ochrony na tej stacji. Z reguły ta robota nie jest tak ciekawa. Wcześniej strzelałem tu tylko na ćwiczeniach. Shepard powoli filtrowała podane jej informację, kiedyś służył w Przymierzu. A więc już nie, to oznacza że to miejsce nie ma żadnych związków z Przymierzem. Cóż, mogła domyślić się tego już wcześniej, teraz jednak miała potwierdzenie. Więc w teorii jest blisko tej całej Mirandy. Miranda musiała być tą osobą z komunikatorów, słyszała już jej głos wcześniej i imię także. Miała w pamięci niewyraźne obrazy, jakiegoś zaniepokojonego mężczyznę mówiącego że się budzi, twarz ciemnowłosej kobiety uspokajającej ją i nakazującej podać jej więcej środków uspokajających, mężczyzna zwrócił się do niej Mirando, miała ten głos. Wcześniej nie miała czasu się nad tym zastanawiać, była zbyt skołowana. Teraz jednak miała chwilę aby pomyśleć, mężczyzna miał chyba ten głos z elektronicznych notatek mówiących o czterech milionach i nazywający Mirandę suką. Przynajmniej tak jej się wydawało. Chyba zdobyte strzępki informacji zaczęły układać się w jedną całość.

- Kiedy się obudziłam jakaś Miranda mówiła do mnie przez radio, kontakt zerwał się chwile przed tym jak na ciebie wpadłam.

- Miranda Lawson jest najstarszym rangą oficerem na stacji, dowodziła projektem Łazarz. Jej zadaniem było przywrócenie cię do życia za wszelką cenę. Powinienem się domyślić że próbowała cię ratować. Nie mogła cie spisać na straty. Mówisz że kontakt się urwał? Wiesz może co się stało? - Jacob wydawał się autentycznie zmartwiony utratą kontaktu z Mirandą. Możliwe że byli ze sobą blisko.

- Chwile wcześniej słyszałam strzały i wybuch.

- Umie o siebie zadbać i mam nadziej że nic się jej nie stało. - Stwierdził Jacob starając się wyglądać na pewnego siebie. Shepard zauważyła że nie do końca mu to wychodziło. Na pierwszy rzut oka wydawał się osobą która nie potrafi ukrywać dobrze swoich emocji. Możliwe że będzie osobą łatwą do odczytywania. Dobrze, to daje jej przewagę.

- Ostatnią rzeczą jaką pamiętam jest wybuch Normandii. Przeżył ktoś oprócz mnie? Zadając to pytanie Shepard miała nadzieje dostać pozytywną odpowiedź, Oby kapsuły ratunkowe nie zostały uszkodzone, oby nikomu nic się nie stało. Nie miała wątpliwości że były ofiary ale w najlepszym możliwym scenariuszu będzie można policzyć je na palcach jednej bądź obu dłoni.

- Praktycznie wszyscy, kilkoro żołnierzy nie zdołało się wydostać z niższych pokładów a wybuch zabił nawigatora Pressly'ego. Jednak cała reszta, z tymi spoza Przymierza, Asari – Liarą, Quarianką. Uszła z życiem. Słysząc to Shepard poczuła równocześnie ulgę jak i bolesny uścisk w sercu na dźwięk nazwiska swojego nawigatora. Był dobrym człowiekiem, na początku nie całkowicie ufał obcym których Shepard przyprowadzała na statek, ale był gotów o tym z nią porozmawiać i zaufać jej osądowi. Naprawdę bardzo go lubiła, nie zasłużył na śmierć. Cieszyła się jednak nie Jacob nie wymienił nikogo innego z nazwiska i potwierdził że Liara i Tali są bezpieczne. Wrexa i Garrusa nie było wtedy na statku. Kaidan, Joker i Chakwas są bezpieczni.

- Wiesz czym się teraz zajmują?

- Niestety pani komandor, minęły dwa lata odeszli z przymierza. Mogą teraz być wszędzie. - Jacob wzruszył ramionami ze współczującym spojrzeniem.

- Byli moją załogą. Wróciliby gdyby się dowiedzieli że żyje. - Musiała dowiedzieć się co się z nimi dzieje, musiała dowiedzieć się kto jest za ten bałagan odpowiedzialny. Musi odzyskać swoją załogę i jakiś nowy statek.

- Może ich znajdziesz jak już się wydostaniemy z tej stacji. Jeżeli się z niej wydostaniemy.

- Optymista z ciebie. Wiesz coś o tym ataku? Kto go zorganizował? W jakim celu? - Spytała Alex spoglądając na niedziałającego podziurawionego mecha po drugiej stronie pokoju. Podobno ktoś zhakował zabezpieczenia, a więc zhakował tez mechy. To mogło być działania od wewnątrz. - Nie mam pojęcia. Właśnie miałem się zdrzemnąć ale przeszkodziły mi wybuchy. A chwile później każdy cholerny mech na całej stacji zaczyna strzelać. Do nas. To wewnętrzna robota do zhakowania wszystkich mechów potrzeba dostępu na najwyższym poziomie zabezpieczeń.

Więc najwyraźniej ta dziwna grupa naukowców miała w swoich szeregach kreta. Przypuszczenia Shepard okazały się prawdą, ale kto na takim etapie pracy rzuciłby to wszystko w cholerę dla zdrady. W końcu podobno wpompowali w jej załatanie cztery miliony kredytów. Teraz te pieniądze poszłyby na marne, nie mówiąc o dwóch latach pracy i wszystkim użytych zasobach. Skoro minęły dwa lata to sytuacja musiała być trudna.

- Odbudowywali mnie dwa lata? O ile mówisz prawdę, nie chce mi się wierzyć że byłam martwa. Nie da się kogoś tak po prostu ożywić, mogłam być ciężko ranna, umierająca. Nie martwa. Jak poważne rany odniosłam?

- Wiem że ciężko w to uwierzyć ale nie żyłaś, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jasne twoje najważniejsze narządy były podobno w dobrym stanie, bez tego nie wiem czy poskładali by się do kupy. Nie jestem lekarzem, ale wyglądało to kiepsko. Na początku widziałem tylko mięso i rurki, każdy inny wsadziłby cię po prostu do trumny. Projekt Łazarz jest jednak wyjątkowy ma najnowsze technologie.

Shepard przypomniała sobie zapiski Mirandy mówiące o rekonstrukcji organicznej i połączeniu biosyntetycznym. Co oni jej zrobili? Stworzyli z niej maszynę? Robota? Klona?!

- Co to za najnowsze technologie?! Klonowie? Cybernetyka? - Spytała Shpard starając się zachować spokojny i opanowany ton głosu. Czując jednak jak w środku z każdą nową poznaną informacją denerwuje się coraz bardziej. Czy ona faktycznie jest tym kim myśli? Czy nie wszczepili jej czegoś? Czy nie chcą mieć może posłusznej kukiełki?

- Nie znam szczegółów musisz o nie zapytać naukowców. Ale raczej na pewno nie jesteś klonem. Chcieli cię taką jaką byłaś wcześniej, nadal jesteś sobą Co najwyżej masz parę nowych elementów. - Stwierdził Jacob.

- Co możesz mi powiedzieć o tym projekcie. Badaliście też innych pacjentów?

- Projekt Łazarz miał tylko jedną pacjentkę. Chodziło o przywrócenie cię do życia, tylko ciebie. I tak nie było łatwo, najlepsi naukowcy z najlepszą technologią dostępną za pieniądze męczyli się nad tym dwa lata.

- Wiem że to nie najlepszy moment, ani najlepsze miejsce. Ale projekt mający przywrócić mnie do sprawności nazwano projektem Łazarz? Serio? - Shepard naprawdę nie mogła darować sobie tej lekkiej uszczypliwości. - Wzięliście nazwę projektu od postaci biblijnej, która została wskrzeszona przez Chrystusa? Skoro ja jestem Łazarzem to chyba naprawdę nie chce wiedzieć kto tu robi za Jezusa.

- Hej, wiem że nie wierzysz w to przywrócenie do życia, ale naprawdę byłaś martwa. Przywrócono cię do życia. Więc tak, ta nazwa pasowała. - Stwierdził delikatnie urażony Jacob.

- Jak najszybciej dotrzeć do promów? - Spytała Shepard gdy do jej uszu dobiegły odległe odgłosy wystrzałów.

- To zależy gdzie jest najwięcej mechów. Najlepiej będzie chyba...- Nie nade mu było jednak dokończył zdania gdyż przerwał mu natarczywy głos wydobywający się z jego omni-klucza.

- Halo? Halo?! Jest ktoś na tej częstotliwości? Ktoś jeszcze żyje? - Shepard zmarszczyła brwi rozpoznając ten konkretny męski głos. Pamiętała go z przebudzenia podczas którego Miranda nakazała podać jej więcej środków uspokajających. To jego notatka także wspominała o czterech milionach kredytów.

- Wilson? Mówi Jackob, jestem tu z Shepard. Wykończyliśmy mechy w skrzydle D. - Potwierdził Jacob przez swoje urządzenie.

- Shepard żyje? Jakim cudem? - Alex zwróciła uwagę na niedowierzanie i lekką pretensję w głosie mężczyzny. Jakby nie spodziewał się że może jeszcze żyć. Ciekawe. - Nie ważne, musisz ją stamtąd wydostać. - Nakazał Wilson. - Przedostańcie się do tuneli konserwacyjnychi dalej do sali kontroli sieci. - Rozumiem Wilson. Zostań na tej linii. - Nakazał mu Jackob ruszając do drzwi.

- Pamiętam go. Badał mnie kiedy się obudziłam.

- Tak, to on. Główny technik medyczny. Bezpośredni podwładny Mirandy. Chodźmy, tunele konserwacyjne są niedaleko. - Mówiąc to Jacob podszedł do jednego z krzeseł na którym leżał datapad. Widząc zdziwiony wzrok Shepard odezwał się. - Wiem że lubisz być dokładna, w aktach była mowa o tym że lubisz hakować różnego rodzaju skrytki i datapady. To są chyba zapiski Wilsona, może one ci w czymś pomogą.

- Pozwalasz mi tak po prostu przeszukiwać informacje i zapiski twoich współpracowników? - Spytała zdziwiona Alex. Jacob jedynie wzruszył ramionami i dodał.

- Zasłużyłaś żeby się czegoś dowiedzieć, zresztą ta stacja i tak za niedługo się wyludni i te zapiski nikomu się nie przydadzą. W aktach było też coś o tym że zdobyłaś pokaźną sumę kredytów hakując i przetrzepując różne miejsca.

- Będziesz mi teraz prawił morały na temat kradzieży? - Spytała z powątpiewaniem Shepard. - Zresztą, broń, omni-żel, medi-żel. To wszystko kosztuje, a fundusze Przymierza są w najlepszym razie...ubogie.

- Hej, spokojnie. Nie potępiam cię za to, jest jednak pewien problem. Przez te dwa lata zabezpieczenia bardzo się poprawiły. Omni-żel już ci raczej nie pomoże, znając twoje zamiłowanie do...myszkowania, chciałem zaproponować że gdybyśmy znaleźli jakiś sejf albo komputer to chętnie pokaże ci jak go zhakować. Pieniądze nikomu tutaj też już się nie przydadzą.

- Tak po prostu? - Spytała podejrzliwie Shepard.

- Tak po prostu. - Potwierdził Jackob po czym spojrzał na datapad trzymany przez Alex. - Śmiało, zobacz co tam jest.

Alex spoglądając nieufnie na Jackoba odtworzyła ostatnie nagranie z urządzenia.

- Projekt Łazarz wkracza w finalne stadium trwało to prawie dwa lata, ale się nam udało! Shepard żyje. To najbardziej niesamowite osiągnięcie medyczne w historii! Może Miranda wreszcie okaże mi trochę wdzięczności za wszystko co zrobiłem.

Cóż nie było to zbyt wiele, Alex odłożyła datapad i ruszyła dalej, Jacob szedł przed nią z bronią kierując ich do tuneli. - Do diabła Wilson! Pełno tu mechów! - Warknął Jacob gdy weszli już do tuneli kondensacyjnych.

- W całej stacji ich pełno! Robię wszystko co w mojej mocy. - Odezwał się Wilson przez omni-klucz. Shepard zastrzeliła dwa mechy i widziała jak Jacob swoją biotyką niszczy dwa kolejne. Robił co mógł? Próbował się do nich przedrzeć, odzyskać kontrolę nad mechami? Shepard nie wiedziała, ale chciała aby cokolwiek robił, robił to szybciej. Biotyka Jacoba okazała się bardzo pomocna w starciu z ciągle nadchodzącymi przeciwnikami, jako że były to tylko maszyny, nie istoty myślące to dużo łatwiej było używać mocy biotycznych do walki z nimi. Nie potrafili się odpowiednio bronić oraz kontratakować, dodatkowo dzięki biotyce łatwo było je uszkodzić.

- Wilson znajdź inne wyjście! Najlepiej takie żebyśmy nie wpakowali się w oddział mechów.

- Kierujcie się do sterowni, nie dajcie się przygwoździć. Zobaczę co da się zrobić.

Podczas przedzierania się przez kolejne wrogie mechy Shepart zauważyła że Jacob sprawdzał się świetnie w walce, jego strzały były precyzyjne i świetnie łączył je z biotyką, a co najważniejsze nie miał problemu ze słuchaniem rozkazów. Mimo to Shepard bardzo brakował jej oddziału, Jacob to nie Garrus ani Kaidan. Gdy wyeliminowali już wszystkich wrogów w kolejnym pomieszczeniu trafili na sejf ścienny który Jacob zgodnie z obietnicą pomógł jej zhakować, okazało się to dużo trudniejsze i mniej zabawne niż osmarowanie zamka omni-żelem, oraz zajmowało więcej czasu.

- Jak na pierwszy raz poszło ci całkiem nieźle. - Przyznał Jacob zadowolony.Na pierwszy rzut oka wydawał się sympatycznym skorym do współpracy mężczyzną. Nadal ciężko było jej uwierzyć w swoją rzekomą śmierć i poskładanie do kupy, ale na razie nie miała jak zweryfikować jego historii, nie wyglądał jednak jakby kłamał. Gdy wyszli na korytarzu usłyszeli dobiegający z Omni-klucza krzyk Wilsona.

- Znalazły mnie! Pomocy!

- Wilson gdzie jesteś?!

- W serwerowni B. Szybko wyrwały się spod kontroli!

Słysząc przerażenie Wilsona Shepard spojrzała na zdenerwowanego Taylora.

- Prowadź Jacob, tylko z życiem. Nie mam zamiaru pozwolić umrzeć kolejnej osobie tutaj.

- Schodami na górę Shepard. - Jacob pobiegł na wspomniane schody rozglądając się w poszukiwaniu zagrożenia. Gdy oboje byli już w połowie drogi ponownie usłyszeli krzyk Wilsona.

- Boże dostałem! Postrzeliły mnie!

Gdy dobiegli do kolejnych drzwi, te okazały się zamknięte.

- Cholera! Jacob możesz to otworzyć? - Spytała Shepard spoglądając na towarzysza.

- Sądzę że tak, ale chwile to potrwa, muszę obejść zabezpieczania ręcznie.Gdy Jacob obchodził blokady Alex włączyła stojący niedaleko komputer, ponownie usłyszała głos Mirandy.

- Fizyczna odbudowa pacjentki zakończona, ale musimy jeszcze zbadać funkcje neurologiczne. Dostaliśmy jasne polecenie przywrócić komandor Shepard do stanu sprzed wybuchu. Ten sam umysł, moralność, osobowość. Jeśli w jakikolwiek sposób ją zmienimy jeśli nie będzie tym kim dawniej projekt Łazarz zakończy się niepowodzeniem, a na to nie mogę się zgodzić.

Więc przywrócili ją taką jak była, przynajmniej takie były założenia tego projektu. O ile te notatki były prawdziwe. Zanim jednak mogła dłużej się nad tym zastanowić usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i głos Jacoba. Gdy przeszli przez drzwi ich oczom ukazało się więcej ciał oraz jeden żywy mężczyzna, leżał jednak na podłodze a koło niego na podłodze była niewielka smuga krwi.

- Te dranie raniły mnie w nogę. - Syknął przez zaciśnięte zęby mężczyzna, gdy się do niego zbliżyli, w pomieszczeniu pomimo śladów walki i martwych ludzi nie było żadnych wrogów.

- Byłeś przy mnie kiedy odzyskałam przytomność.

- Tak, to byłem ja. Możemy o tym pogadać kiedy już naprawicie mi nogę? - Po jego słowach Shepard przyjrzała się zranieniu, nie wyglądało poważnie, rana nie była blisko żadnej ważniejszej żyły czy tętnicy, krwawiła ale niezbyt obficie. Zdobyli już medi-żel ze stacji medycznej znajdującej się po drugiej stronie pomieszczenia i zaaplikowali mu jedną dawkę. Gdy Wilson już stanął na nogi z niewielką pomocą Jacoba zwrócił się bezpośrednio do Shepard.

- Dzięki Shepard. Nie sądziłem że kiedyś ocalisz mi życie, wygląda na to że jesteśmy kwita. Chciałem wyłączyć te mechy, niestety ktokolwiek je zhakował, usmażył cały system. To nieodwracalne.

- Nie pytaliśmy co robiłeś. Dlaczego w ogóle masz dostęp do mechów bezpieczeństwa. Byłeś na oddziale biologicznym. - Zauważył podejrzliwie Taylor

- Nie słuchasz mnie?! Przyszedłem to naprawić, poza tym postrzeliły mnie! Jak to wytłumaczysz? Shepard miała na końcu języka słowo „alibi" ale postanowiła powstrzymać się z tym komentarzem. Wilson, Jacob, Miranda, nie znała żadnego z nich. Nie wiedziała co się tu dzieje, nie ufała nikomu z nich.

- Poszukamy winnego kiedy będziemy już bezpieczni. - Przerwała im Alex.

- Dobrze, masz rację. Teraz musimy poszukać Mirandy, nie możemy, jej tu zostawić.

- Zapomnij o Mirandzie! Była w skrzydle D tam się aż roiło od mechów. Nie ma szans żeby wciąż żyła.

- Miranda nie da się załatwić kilku mechom. Wiem że żyje.

- To gdzie jest? Czemu się z nami nie skontaktowała? Są tylko dwa możliwe wytłumaczenia. Nie żyje, albo to ona jest zdrajczynią.

- Skoro tak to po co miałaby mnie budzić i ostrzegać przed atakiem?

- Może nie jest zdrajczynią. Ale to nie zmienia faktu że my tu jesteśmy, jej to nie ma. Musimy się ratować do promu już nie...- Zanim Wilson mógł dokończyć zdanie jedne z trojga drzwi w pomieszczeniu otworzyły się i przeszła przez nie grupa mechów. Gdy już ich wyeliminowali oczyszczając sobie drogę do kolejnego pomieszczenia Shepard schyliła się aby zabrać cały magazynek termiczny od niedziałającego mecha.

- Rozwaliliśmy ich, ale robi się nieprzyjemnie. Zaufasz jeśli ci powiem dla kogo pracujemy? - Spytał Jacob przeładowując broń i spoglądając uważnie na Shepard. Alex spojrzała zainteresowana na Taylora mając nadzieję że w końcu poda jej jakieś szczegóły tej paskudnej sytuacji w której się znalazła.

- To kiepski moment. - Wtrącił się nagle bardzo poddenerwowany Wilson.

- Nie damy rady jeśli będzie się spodziewać strzału w plecy.

- Jeśli chcesz wkurzyć szefową to tobie się dostanie. - Stwierdził Wilson, nadal jednak wyglądał na bardzo poddenerwowanego. Shepard miała wrażenie że ta informacja może jej się nie spodobać.

- Projekt Łazarz program w którym cię odbudowano, jest finansowany i kontrolowany przez Cerberusa.

Shepard spojrzała na logo widniejące na jednej ze ścian pomieszczenia w którym się znajdowali, słowo Cerberus pobrzmiewało jej w głowie niczym dźwięk bardzo głośnego dzwonu. Razem z tym słowem w jej głowie odezwały się inne dzwony które wybijały różne słowa. Kahoku, rachni, Noveria. To samo logo widziała na skrzyniach i ścianach w kilku placówkach Cerberusa które zniszczyła, w tych samych placówkach w których widziała obrzydliwe eksperymenty, w jednej z tych baz znalazła zmasakrowane ciało Kahoku.

- Tak. Wpadłam na tę grupę kilka razy kiedy badałam sprawę Sarena. Nie wiem za wiele, to jakaś grupa pro-ludzka?

- Przymierze chce żeby ludzie tak sądzili. To nie jest cała prawda, przymierze uznało cię za zmarłą. Cerberus wydał fortunę żeby przywrócić cię do życia. Też byłbym w tej sytuacji podejrzliwy, na razie musimy współpracować. Uznałem że zasługujesz na poznanie prawdy, kiedy opuścimy stację zabiorę cię do Człowieka Iluzji on ci wszystko wyjaśni.

- Człowiek Iluzja? To on za tym wszystkim stoi? - Spytał Shepard starając się uspokoić swoje nerwy. Są terrorystami, odpowiadają za morderstwo wielu dobrych ludzi i obrzydliwe eksperymenty. Teraz jednak rzucane oskarżeń i wściekłość na wiele się nie zda. Musi się dowiedzieć czego od niej chcą, czemu tak bardzo się natrudzili aby ją poskładać.

- Tak, to oczywiście tylko pseudonim. Nikt nie wie jak się naprawdę nazywa. - Odezwał się Wilson wyraźnie zniecierpliwiony.

- Tutaj nie dostałam żadnych konkretnych odpowiedzi, lepiej więc chodźmy. Po pokonaniu tuzina kolejnych mechów oraz trudnej wymianie ognia koło promów wreszcie dotarli do celu, Wilson ruszył przodem do konsoli otwierającej drzwi.

- Szybciej, jesteśmy prawie na miejscu. - Ponaglał ich naukowiec. Shepard zauważyła podczas drogi że im bliżej byli celu tym bardziej Wilson stawał się nerwowy i zniecierpliwiony. Cały czas się rozglądał jakby kogoś szukając, nie chodziło mu chyba o mechy. Gdy drzwi wreszcie się otworzyły Wilson ruszył pośpiesznie w ich stronę o mało nie wpadając na kobietę która wyszła za drzwi. Shepard niejasno rozpoznała ją jako Mirandę, kobietę która była przy wybudzeniu i która jej pomogła.

- Miranda? Ale przecież...-Miranda nie pozwalając mu dokończyć wymierzyła pistolet w jego klatkę piersiową i oddała jeden strzał. Wilson padł na podłogę, a w jego oczach Shepard zobaczyła zastygłe zdziwienie. Alex instynktownie wymierzyła w stronę Mirandy niepewna co kobieta chce dalej zrobić i czemu u diabła zabiła Wilsona? Mierząc do kobiety komandor spojrzała kontem oka na Jacoba który wyglądał na równie zszokowanego co ona.

- Martwa? - Dokończyła zdanie Wilsona, kobieta.

- Co ty wyprawiasz?! - Krzyknął Jacob patrząc na naukowca leżącego u jego stóp.

- Robię swoje, to Wilson zdradził.

Jego zdenerwowanie, lekka rana postrzałowa, twierdzenie że systemy bezpieczeństwa są wyłączone, szok i pretensja na wieść o tym że Alex żyje. To wszystko dawało bardzo podobne założenie. Silne poszlaki na to że Wilson mógł być zdrajcą, jednak nadal żadnych twardych dowodów. Shepard nie podobało się że Miranda tak po prostu go zastrzeliła, martwy nic im już nie powie.

- Nawet jeśli masz pewność że to on był zdrajcą to czy nie lepiej było wziąć go żywego i przesłuchać? - Spytała Shepard opuszczając broń.

- To zbyt ryzykowne, przywrócenie cię do życia kosztowało za dużo czasu i wysiłku żeby pozwolić ci teraz zginąć.

- Naprawdę sądzisz że Wilson byłby do tego zdolny? - Spytał Jackob.

- Teraz już nie. - Stwierdziła krótko Miranda spoglądając z zimnym spokojem na martwego naukowca. Jej zimna postawa i pewność siebie sprawiały że Shepard zaczynała mieć wrażenie że raczej jej nie polubi.

- No i co dalej? - Spytała Alex wzdychając. Była zmęczona, obolała i nadal nie wiedziała co tu się u diabła dzieje.

- Wsiądziemy do promu i odlecimy. Mój szef chce z tobą pomówić.

- Mówisz o Człowieku Iluzji. Wiem że pracujesz dla Cerberusa.

Miranda nie wydawała się zbytnio zdziwiona tym co powiedziała jej pani komandor. Spojrzała jedynie na Jacoba wzdychając.

- Powinnam była przewidzieć że twoje sumienie przeważy.

- Kłamstwem nie przekonasz pani komandor do naszej sprawy. - Zauważyła Taylor.

- Skoro już o wszystkim tak otwarcie mówimy. To może jeszcze pani komandor ma jeszcze jakieś pytania? - Ton głosu i spojrzenie Mirandy jasno mówiło żeby nawet nie próbowała. Alex postanowiła jednak przeciągnąć nieco strunę i zobaczyć dokąd ja to zaprowadzi.

- To ty jesteś szefową projektu Łazarz?

- Tak, spędziłam dwa lata przy tym projekcie, przy tobie.

- Czego chce ode mnie Cerberus? - Spytała Shepard wzdychając.

- Spytaj o to Człowieka Iluzji gdy już go spotkasz. Wpompował w ten projekt praktycznie nieograniczone środki. Widać ma co do ciebie jakieś plany.

- Cztery miliony kredytów, przynajmniej o tylu mówił Wilson w swoich notatkach.

- A więc akta nie przesadzały odnośnie twojej... skrupulatności. - Przyznała Miranda , natomiast Shepard po raz pierwszy usłyszała w jej głosie nieco rozbawienia mimo że jej oczy nadal pozostały zimne i skupione.

- Przymierze miało ograniczone środki a broń i magazynki termiczne kosztują. - Powtórzyła to samo co Jacobowi. - Możesz mnie nazwać złodziejką jeśli chcesz.

- Nie mam zamiaru, zabierasz kredyty i informacje które mogą się przydać a osoby które ich wcześniej potrzebowały najczęściej nie żyją. To jedna z wielu twoich cech które sprawiły że zaszłaś tak daleko. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?

- Nie. Wynośmy się stąd, wrażeń z tej stacji wystarczy mi do końca życia.

- W twoim przypadku dwóch żyć. - Zauważyła Miranda.

- Tak, cóż szkoda że nie jestem jak kot. Drugie życie jest fajne, ale coś mi mówi że będę ich potrzebowała minimum siedem. - Mruczała Alex wchodząc do promu. Gdy siadła już na jednym z siedzeń westchnęła ciężko, nadal była obolała i sztywna, a bieganie i walka z mechami na dzień dobry wcale w poprawie samopoczucia jej nie pomogły. To najwyraźniej są skutki leżenia przez dwa lata na stole operacyjnym. Na samą myśl o tym Alex przypomniała sobie słowa Jacoba o mięsie i rurkach. Ta myśl sprawiła że wzdrygnęła się.

- W porządku? - Słysząc zmartwiony głos Jacoba Sheprad otworzyła oczy i przyjrzała mu się. Na jego twarzy malowało się zmartwienie gdy na nią patrzył. Shepard uznała że dużo bardziej woli jego niż Mirandę. Nadal obu im jednak nie ufała.

- Tak, jasne. Mogło być gorzej zważywszy że żyje. - Nie miała siły już kłócić się z tym czy faktycznie umarła, czy nie. Zresztą teraz i tak tego nie ustali.

- Zanim spotkasz się z Człowiekiem Iluzją musimy zadać ci kilka pytań, żeby ocenić twój stan. - Wtrąciła się Miranda przyglądając się uważnie Shepard.

- Daj spokój Mirando, dalsze badania? Shepard rozwaliła te mechy bez żadnego problemu, to powinno wystarczyć. - Słysząc słowa Jacoba Alex uśmiechnęła się delikatnie. Wydawał się jeszcze bardziej oburzony tym niż ona. Naprawdę wydawał się sympatyczny. Miała ogromną nadzieję że wszystko nie pójdzie do diabła i nie będzie musiała w najgorszym razie do niego strzelać.

- Od ataku upłynęły dwa lata. Człowiek Iluzja potrzebuje pewności że osobowość i wspomnienia Shepard zostały zachowane.

- W porządku, wcześniej to ja cały czas zadawałam pytania, teraz chyba role się odwróciły.

- Na początek sprawy osobiste. Według akt wychowałaś się na ziemi w trudnych warunkach, bez rodziców. W wieku siedmiu lat znalazł cię i adoptował obecny admirał Przymierza. Wstąpiłaś na służbę i dostałaś medal za walki z batarianami podczas Skylliańskiego blitzu, pamiętasz?

- Zbyt wiele istnień zależało czy utrzymamy te pozycję. - Stwierdziła Shepard pamiętając krzyki swoich towarzyszy i dźwięk wystrzałów. - Zrobiłam co do mnie należało.

- Mów co chcesz, to było niezłe dokonanie. Miałem tam wielu przyjaciół. No Mirando zadowolona? - Spytał Jacob spoglądając na towarzyszkę.

- Prawie, zapytam teraz o niezbyt odległa przeszłość. Virmir, zniszczyłaś fabrykę klonów Sarena, ale wybuch zabił tak jednego członka twojego oddziału. - Sierżant Ashley Williams zginęła w walce. Doprowadziła do tego twoja decyzja, dlaczego ją pozostawiłaś? - Spytał Jacob, a spokój w jego głosie był niczym uderzenie w brzuch dla Shepard. Tak samo jak całe to wspomnienie. Komandor westchnęła ciężko i spojrzała w okno promu.

- Zostawiłam tam wtedy na śmierć przyjaciółkę. To nie była łatwa decyzja, ale trzeba było ratować tylu ludzi ile się dało. Ash oddała życie za resztę oddziału. Bez niej nie powstrzymałabym Sarena, zginęła bohaterską śmiercią.

Alex nie była pewna czy wiedzieli że musiała wybrać pomiędzy Kaidanem a Ash, wolała nie pytać. Wolała żeby tego nie wiedzieli, do tej pory słyszy w głowie ostatnie słowa Williams. "To właściwa decyzja, wiesz o tym."Czy to była właściwa decyzja? Nie podyktowana uczuciami? Czy naprawdę uratowała Kaidana bo tak należało? Czy dlatego że tak podyktowało jej serce?

- Shepard przypomnij sobie Cytadele. Po uratowaniu Destiny Ascension, zabiłaś Sarena. Co się wydarzyło później?

- Ludzkości zaoferowano miejsce w radzie. Zaproponowałam na to stanowisko Kapitana Andersona.
Miała wybór pomiędzy Andersonem a Udiną, nawet przez chwilę się nie wahała. Nie musiała się zastanawiać czy rozważać wszystkich za i przeciw tamtej decyzji. Anderson był dobrym przyjacielem jej taty, znała go od bardzo dawna. Służyła pod nim i walczyła u jego boku powierzaj ac swoje życie w jego ręce. Nie był politykiem ale miał dobre serce i zależało mu przede wszystkim na dobru ludzkości. Udina natomiast był niegodnym zaufania politykiem który działa niczym chorągiewka na wietrze. Był zawsze po stronie wygranych, chronił przede wszystkim swoje interesy a na drugim miejscu stawiał ludzkość i Przymierze. Świetnie to dostrzegła gdy zdradził ich na rzecz rady po jej powrocie z Virmiru gdy rada uziemiła Normandię. Nawet przez chwilę nie wyglądał jakby było mu żal, lub jakby się nad tym zastanawiał. Cyniczny bez skrupułów zostawił ich poparł radę i jeszcze ich wyszydził. Znał się na polityce ale nie był człowiekiem godnym zaufania, miał słabą wolę i był samolubny.

- Tak, Kapitan Andersona, został Radnym Andersonem. Zdaje mi się jednak że lepiej się czuł w wojsku. Dobrze, z pamięcią nie masz chyba problemów. Powinniśmy sprawdzić jeszcze inne kwestie. - Stwierdziła Miranda swoim spokojnym zimnym głosem spoglądając wymagająco na Alex.

- Mirando, naprawdę dość tych pytań. Shepard wszystko pamięta a ja ręczę za jej umiejętności bojowe.

Po chwili ciszy, podczas której agentka wyglądała jakby rozważała wszystkie za i przeciw niechętnie ustąpiła. Reszta podróży minęła im w cieszy. W tym czasie Shepard starała się uspokoić natłok myśli i obaw które w niej narastały. Gdy w końcu wylądowali i wysiedli z promu Miranda poprowadziła ją do przylegające z lądowiskiem pomieszczenia. Już z promu Alex dostrzegła że ta stacja jest dużo mniejsza niż ta w której się obudziła.

- Człowiek Iluzja czeka na ciebie za tymi drzwiami. - Powiedziała Miranda podchodząc do komputera stojącego przy jednej ze ścian. Jacob siadł na jednym z wielu krzeseł w pomieszczeniu i patrzył z zamyśloną miną w okno. Nie mając wielkiego wyboru Shepard ruszyła do drzwi wskazanych jej przez Mirandę. W ciasnym pomieszczeniu nie zastała jednak nikogo. Znalazła jedynie spore koło wbudowane w podłogę, miało w sobie dziwne czujniki. Wyglądało na jakąś najnowszą technologię. Nie mając wyjścia Shepard stanęła w kole na podłodze i czekała. Po chwili wokół niej zaczęła pojawiać się pomarańczowa siatka, rozejrzała się niepewnie wokół siebie, pomarańczowa siatka po kilku chwilach zaczęła zmieniać się, Shepard nie stała już w ciasnym pokoju, zamiast tego widziała wokół siebie duże biuro, na przeciwko niej zobaczyła kilka konsol oraz krzesło na którym siedział mężczyzna w średnim wieku w garniturze z papierosem w ustach.

- Komandor Shepard. - Przywitał się wyciągając papieros z ust.

- Sądziłam że spotkamy się osobiście.

Przyznała Alex zakładając ramiona na piersi i patrząc nieufnie na mężczyznę.

- To konieczne zabezpieczenie, częste wśród ludzi wiedzący to co my. - Wyjaśnił spokojnie zaciągając się papierosem i patrząc na nią swoimi dziwnymi niebieskimi oczami. Spoglądając w jego oczy Alex zastanawiała się czy jest jedyną osobą z cybernetyką w swoim ciele.

- Podobno kosztowałam cię prawdziwa fortunę. Dlaczego to zrobiłeś?

Nie ufała mu, najwyraźniej stał na czele Cerberusa, wiedział więc o wszystkim co się działo w jej szeregach. Musiał wiedzieć o eksperymentach, o morderstwach i brudnych zagrywkach. Nie ukrócił ich, nie zdziwiłaby się gdyby sam wydawał takie okrutne rozkazy.

- Żeby bronić i ocalić ludzkość. Nie po to wydałem na ciebie przez dwa lata miliardy kredytów żeby zrobić z ciebie zwykłego żołdaka. Ludzkość mierzy się z największym zagrożeniem w swojej krótkiej historii.

- Żniwiarzami.

- Miło że nie straciłaś pamięci. Jak się czujesz? - Ton jego głosu nie wyrażał ciekawości, ani tym bardziej troski. Może on chciał grać ale ona nie koniecznie.

- Przejdź do rzeczy. Co takiego robią Żniwiarze że postanowiłeś mnie ożywić?

- Trwa wojna. - Przyznał po chwili Człowiek Iluzja przenosząc wzrok ze swojego papierosa na nią. - Nikt nie chce tego przyznać, ale ludzkość jest obiektem ataku. Podczas twojego snu znikały całe kolonie. Ludzkie kolonie. Uważamy że stoi za tym ktoś pracujący dla Żniwiarzy. Tak jak wcześniej Saren i gethy pomagały Suwerenowi. Widziałaś to na własne oczy i pokonałaś ich wszystkich. Dlatego wybraliśmy ciebie.

- Wojna i Cerberus. Mało to do siebie pasuje. Czemu się w to mieszacie?

- Robimy wszystko żeby zapewnić ludzkości postęp i przeżycie. Jeśli Żniwiarze starają się nas zniszczyć to Cerberus ich powstrzyma. Jeżeli będziemy czekać na reakcję polityków, albo Przymierza to nie zostanie nam już żadna kolonia.

- Suweren chciał zniszczyć całe życie w galaktyce. Dlaczego Żniwiarze mieliby brać na cel kilka ludzkich kolonii?

- Zniknęły steki tysięcy kolonistów. Powiedziałbym że to całkiem niezłe żniwa. Nikt nie zwraca na to uwagi, bo ataki następują losowo, w odległych miejscach. Nie wiem czemu nagle wzięli na cel ludzkość. Może zainteresowali się tobą po tym jak zabiłaś jednego z nich.

- Jeśli to zagrożenie dla ludzkości, trzeba zmobilizować przymierze. - Zauważyła Alex myśląc o Hackettcie, Andersonie i Kaidanie

- Ponieśli znaczne starty w walce z Suwerenem. Odbudowują swoją pozycję, ale wciąż są za słabi żeby marnować zasoby na potwierdzenie zagrożenia ze strony żniwiarzy. Łatwiej obwinić za porwania najemników i piratów. I zdecydowanie wygodniej.

- Za pieniądze wydane na moje ożywienie, można była wyszkolić całą armię.

- Jesteś wyjątkowa, nie chodzi tylko o twoje zdolności i doświadczenie, ale też o to co sobą reprezentujesz. W kluczowym momencie stanęłaś w obronie ludzkości. Nie jesteś tylko żołnierzem, jesteś symbolem. Nie wiem czy Żniwiarze znają pojęcie strachu ale tobie udało się zabić jednego z nich.

Alex chciała zaprzeczyć jego słowom. Zrobiła to co należało tylko dlatego że nikt inny nie chciał. Gdyby nie nadajnik na Eden Prime, nie dowiedziałaby się o Żniwiarzach i o Sarenie. Nie zostałaby Widmem i nie objęła by dowództwa nad Normandią. To mógł być każdy, po prostu była w odpowiednim miejscu i czasie. Nie była ikoną, nie chciała nią być. Była samotnym ożywionym żołnierzem. Zamiast powiedzieć mu to wszystko pomyślała o koloniach. Sama nic nie zdziała, nie jest tym za kogo ma uważa ją Człowiek Iluzja, ale postara się zrobić wszystko aby pomóc ludzkim kolonią, jeśli naprawdę są w niebezpieczeństwie.

- Jeśli faktycznie stoją za tym żniwiarze, zastanowię się czy ci nie pomóc. - Jej słowa wywołały u Człowieka Iluzji lekki uśmiech który sprawił że po kręgosłupie Alex przeszedł zimny dreszcz. Ten człowiek miał w sobie coś dziwnego, coś co sprawiało że Alex ani trochę mu nie ufała.

- Zawiódł bym się gdybyś uwierzyła w moje słowa bez żadnego dowodu. Mój prom dostarczy cię na Pochód Wolności, ostatnią z napadniętych kolonii. Miranda i Jacob udzielą ci informacji.

- Miranda z zimną krwią zabiła Wilsona a Jacob wygląda mi na zwykłego najemnika. Oczekujesz że im zaufam? - Spytała z niedowierzaniem.

Nie są jej drużyną, nie zna ich, nie ufa im. Czy naprawdę ma ryzykować i iść w nieznane z tym dwojgiem ludzi?

- Wilson był jednym z moich najlepszych agentów, ale i zdrajcą. Miranda zrobiła to czego od niej oczekiwałem. Ocaliła ci życie, na wiele różnych sposobów. Jacob to żołnierz, jeden z najlepszych. Nigdy mi w pełni nie zaufał, ale przynajmniej stawia sprawę jasno. Dacie sobie rade w tym składzie, na razie.

Shepard niechętnie przemyślała sprawę, skoro Miranda tak ciężko pracowała nad jej ożywieniem to nie powinna od ręki strzelić jej w plecy. A Jacob wydawał się łatwy do odczytywania i możliwe że całkowicie nie ufa Człowiekowi Iluzji. Cóż zawsze mogła chyba trafić gorzej. Nie ma wyjścia, musi na razie pracować z nimi.

- Czego mogę się tam spodziewać?

- Gdybym to wiedział, nie musiał bym cię tam wysyłać. Znajdź wszelkie możliwe wskazówki, kto porywa kolonistów, czy ma powiązania ze żniwiarzami. Ożywiłem cię, reszta należy do ciebie.

Tymi słowami Człowiek Iluzja pożegnał ją a obraz pomieszczenia wokół niej zaczął ponownie zanikać i zamieniać się w pomarańczowa siatkę. Po chwili i ona zaczęła zanikać. Alex wyszła z ciasnego pomieszczenia starając się uporządkować wszystko czego się dowiedziała. Gdy wróciła do pomieszczenia w którym został Jacoba i Miranda westchnęła i poruszyła kilka razy szyją. W co ona się wpakowała?