Actions

Work Header

Bodyguard

Chapter Text

-Że co?- Artur nie mógł uwierzyć własnym uszom- ojcze nie możesz mi tego zrobić!
-Mogę i robię- Uther Pendragon nie zaszczycił swojego syna ani jednym spojrzeniem podczas tej rozmowy
-Ale..
-Nie Artur, nie ma żadnego ale, jestem królem tego kraju, a co za tym idzie ty jesteś księciem i kiedyś mnie zastąpisz, jednak co najważniejsze jesteś moim synem i nie pozwolę żeby coś Ci się stało, szczególnie kiedy mogę temu zapobiec
-Jak niby? Naprawdę myślisz, że zatrudnienie Bodyguarda coś da? Przecież mam już ochronę, nie widzę jak dodatkowy jej członek może poprawić moje bezpieczeństwo.
-To osoba, która pokieruje Twoją ochronę i stanie się Twoim cieniem
-Moim czym? Chyba sobie żartujesz, jestem już dorosły i chyba mam prawo decydować o..
-Dosyć!- Uther rzadko się unosił, ale jeżeli już do tego dochodziło, nikt nie potrafił mu się przeciwstawić
-Dobrze ojcze, jeżeli tego chcesz- dopiero te słowa doprowadziły do tego, że Uther spojrzał na syna. Artur zaskoczony cofnął się o krok, jeszcze nigdy nie widział swojego ojca w takim stanie.
-Prawie Cię straciłem Artur, nie chce nawet sobie wyobrażać co by się stało gdyby ktoś nie krzyknął i nie odwrócił uwagi tego zamachowca....Kula mogła Cię zabić na miejscu.
-Ale nie zabiła, nawet mnie nie trafiła tato- kiedy te słowa nie przyniosły żadnego rezultatu, Artur westchnął pokonany- dobrze, zgadzam się.
Dopiero to zdanie sprawiło, że na twarzy Uthera zagościł delikatny uśmiech
-Zobaczysz nawet nie zauważysz zmiany, to bardzo wyszkolony chłopak
-Oj uwierz mi na pewno zauważę- dopiero po chwili sens słów Uthera do niego dotarł- zaraz, to ty go już wybrałeś?
-Oczywiście- Uther tylko wzruszył ramionami, zaskoczony reakcją syna
-Bez konsultacji ze mną, przecież sam powiedziałeś, że to będzie mój cień, chyba miałem prawo uczestniczyć w wyborze
-Artur nie było żadnego wyboru, powiedziałem Gajuszowi o swojej decyzji i polecił mi syna swojej znajomej, przejrzałem Jego akta i jeszcze dzisiaj się tutaj zjawi
-Świetnie po prostu świetnie- Artur ufał Gajuszowi, był to lekarz rodziny królewskiej i zaraz po ojcu najbliższa osoba dla księcia, jednak nie lubił być informowany o czymś po fakcie
-Oj nie przesadzaj, na pewno się polubicie- po krótkiej chwili wahania, dodał jakby od niechcenia- do tego ma takie same jakby to ująć poglądy na niektóre sprawy tak jak ty- Uther sugestywnie poruszył brwiami, Artur od razu wiedział, że ten widok będzie go prześladował do końca życia
-Chcesz w ten sposób powiedzieć, że jest gejem?- Uther pokiwał głową z takim uśmiechem, jakby ta rozmowa nagle sprawiała mu wielką radość
-Jeszcze lepiej, mam rozumieć, że spodziewasz się romansu niczym z Bodyguarda?- zanim Uther zdążył coś powiedzieć, Arturowi odpowiedział głos osoby stojącej za nim
-Na to bym nie liczył, nie jesteś tak ładny jak Whitney Houston- Uther zaśmiał się serdecznie i to był najprawdopodobniej pierwszy raz, kiedy Jego ojciec uśmiechnął się do kogoś obcego w ten sposób.
Artur obejrzał się szybko, w wejściu stał Gajusz, a obok niego najpiękniejszy mężczyzna jakiego w życiu widział...Zaraz co? Skąd to się w ogóle wzięło? Wzrok Artura szybko prześliznął się po sylwetce mężczyzny, dlatego dopiero po chwili zauważył, że ten patrzy prosto w Jego oczy i w momencie kiedy ich oczy się spotkały Arthur wiedział, że jest zgubiony. Nieznajomy odwrócił wzrok jednak książę dalej stał w tej samej pozycji jakby nie mógł wyjść z szoku.
-Panie pukałem, jednak chyba niedosłyszałeś, dlatego pozwoliliśmy sobie wejść
-Nic się nie stało Gajuszu- Uther zbył go machnięciem ręki, nieodwracając wzroku od chłopaka stojącego obok lekarza- a pan to pewnie Emrys, cieszę się, że udało się Panu tak szybko do nas dotrzeć- i ku zaskoczeniu Artura podszedł do niego i uścisnął mu dłoń
-To dla mnie zaszczyt Wasza Wysokość- mężczyzna delikatnie się ukłonił- i wystarczy Merlin, panie
-Doskonale, Merlin chciałbym żebyś poznał mojego syna Artura, oczywiście już pewnie znasz sytuację, poprosiłem Gajusza żeby Cię we wszystko wtajemniczył,
-Tak- kolejny ukłon, ktoś tutaj się chyba próbuje podlizać, pomyślał Artur z kpiną, szybko budząc się ze swojego odrętwienia, to miał być jego bodyguard, a nie obiekt westchnień na miłość boską. Nie czekając dłużej książę podszedł do rozmawiających mężczyzn z wyciągniętą dłonią
-Artur Pendragon, je...
-Wiem kim Pan jest- Merlin podał mu dłoń, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem, tak chłodnego przywitania książę jeszcze nigdy nie doświadczył
-Artur, myślę, że powinieneś Merlina przedstawić swojej ochronie, teraz będą pod niego podlegać
-Oczywiście zaraz po mnie- Artur nie mógł się powstrzymać od tego komentarza, wyczuwał, że ktoś musi pokazać temu całemu Emrysowi kto tu rządzi. Wydawało mu się, że od strony młodego mężczyzny usłyszał prychnięcie dziwnie podobne do słowa palant, ale zanim zdążył choćby zerknąć w tamtą stronę, słowa Jego ojca podziałały na niego jak kubeł zimenj wody
-Nie, Twoja ochrona od teraz podlega wyłącznie Merlinowi i to od niego będą przyjmować rozkazy dotyczące Twojego bezpieczeństwa
-Że co?
-Artur wydawało mi się, że tę rozmowę mamy już za sobą, a teraz panowie pozwólcie, że omówię pewną kwestię z Gajuszem- Artur już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak wzrok ojca szybko go uciszył
-Dobrze ojcze- młodzi mężczyźni ukłonili się i wyszli.

Chapter Text

-Więc Merlin skoro masz być..
-Nie przypominam sobie żebyśmy przeszli na „Ty”, panie- oschły ton Emrysa zaskoczył Artura, nie był przyzwyczajony do takiego traktowania, oczywiście były osoby, które go nie lubiły, ale nie okazywały tego tak otwarcie, w końcu był księciem. Zerknął na swojego rozmówcę, lecz ten patrzył cały czas przed siebie, nawet nie zerknąwszy na Artura, dobrze skoro chce to tak rozegrać proszę bardzo.
-Dobrze, mam nadzieję, że się Panu u nas spodoba, nie wiem skąd Pan pochodzi- Artur mówiąc to trochę przyśpieszył, ale wydawało mu się, że usłyszał „oczywiście, że nie wiesz”- Przepraszam mówił Pan coś?
-Nie, Panie- Emrys szybko dorównał z nim kroku, a Jego oczy nadal nic nie zdradzały
-W każdym razie, na pewno nie jest Pan przyzwyczajony do takich luksusów- i tutaj Artur znacząco popatrzył na ubranie Merlina, choć było ono eleganckie (i lepiej, żeby Artur teraz nie podziwiał tego jak biała koszula i czarna marynarka bardzo pasowały do twarzy chłopaka), było widać, że należały do taniego gatunku.
-Ma Pan rację, nie lubię otaczać się luksusem, jeszcze bym zapomniał, że jestem zwykłym człowiekiem, tak jak co poniektórzy
-Co? Ja nie..
-Czy to tutaj?- Artur z tego wszystkie nie zauważył, że doszli do celu, popatrzył zaskoczony na drzwi, które jakby znikąd pojawiły się przed nim, musiał tak stać troszkę za długo, ponieważ Emrys westchnął cicho - ach przepraszam, pewnie potrzebuje Pan bardziej szczegółowego i skierowanego do Pana pytania, w końcu my prości ludzie nie umiemy się dobrze wyrażać, więc pozwoli Pan, że zapytam jeszcze raz? Czy te drzwi prowadzą do pomieszczenia, w którym znajduje się pańska ochrona, panie?- Merlin był chyba jedyną osobą na świecie, która potrafiła sprawić, że słowo „panie” zabrzmiało jak obelga i jedyną, która w ten sposób odzywała się do księcia
-Tak, tutaj znajduje się ochrona królewska, są najlepiej wyszkolonymi osobami w tym kraju i nie będą podlegać byle komu, więc na Twoim miejscu postarałbym się o lepsze pierwsze wrażenie niż te, które wywarłeś na mnie- Artur nie czekając na odpowiedź Merlina, wszedł do pokoju.
Na Jego widok, ochroniarze wstali z szacunkiem, jednak dopiero na widok mężczyzny wchodzącego za nim, stanęli na baczność.
No świetnie, pomyślał Artur pewnie ojciec ich uprzedził, ale kiedy? Przecież razem z nimi wrócił wczoraj wieczorem, a dzisiaj z samego rana wezwał do siebie Artura.
-Panowie, czy zostaliście poinformowani o tym, że król postanowił zatrudnić bodyguarda?
-Tak, Gajusz nas o tym poinformował, panie- Lancelot odpowiedział, z delikatnym ukłonem.
W ochronie księcia najpierw pojawił się Leon, wcześniej był on ochroniarzem króla, Lancelot był pierwszym ochroniarzem, którego wybrał sam Artur, następnie do niego dołączył Gwaine, który został polecony przez Lancelota, panowie znają się od małego, niedługo po nich dołączył Percival.
Wszystkie spojrzenia czterech ochroniarzy były skierowane na Merlina, a ten wodził wzrokiem po twarzach swoich nowych podwładnych obojętnym wzrokiem, Artur czuł się jak intruz, nigdy nie widział swoich ochroniarzy tak poważnych i uległych, czyżby Emrys faktycznie znał się na swojej pracy?
-Długo mamy tak jeszcze stać bo jest to trochę męczące- Gwaine przerwał ciszę
-Gwaine- Lancelot skarcił go cicho, ale na Jego ustach pojawił się uśmiech, który również pojawił się, ku zaskoczeniu Artura na ustach Merlina
-Nie, przecież to wy to robicie, nikt nie kazał Wam stać- w głosie Emrysa, Artur po raz pierwszy usłyszał coś na kształt rozbawienia
-No dzięki Merls, my się tu staramy, a ty jak zwykle z nas żartujesz
-Ja i żarty? Myślałem, że chcieliście odśpiewać mi pieśń powitalną, dlatego czekałem- Merlin niewinnie wzruszył ramionami..zaraz „Merls”? Czy oni się znają? Artur nie wiedział co o tym myśleć.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne, widzę, że Twoje poczucie humoru jest nadal na tym samym poziomie
-Tak nadal na tym samym wysokim poziomie, ale może w końcu przywitacie mnie z należytym szacunkiem?- uśmiech zniknął z twarzy Merlina w mgnieniu oka. Gwaine jakby tylko na to czekał, już po chwili był przy Emrysie i go obejmował. Książę już był pewny, że jak zwykle coś go ominęło, jednak nie miał zbyt dużo czasu, żeby się nad tym zastanowić, zafascynowany przemianą jaka dokonała się w całej postaci Merlina, w jednej chwili maska obojętności spadła z Jego twarzy, uśmiechał się szeroko, poklepując Gwaine'a po plecach, po czym śmiejąc się z tego co ten powiedział mu na ucho, delikatnie go odepchnął i podszedł do Lancelota, który tak samo jak Gwaine na nic nie czekając objął go. Merlin po chwili podszedł, do dwóch pozostałych, jak dotąd milczących ochroniarzy z wyciągniętą ręką
-Cześć, my się jeszcze nie znamy jestem Merlin- Leon i Percival, patrzyli z lekkim wahaniem na wyciągniętą w ich stronę dłoń- nie wiem co Wam Gajusz naopowiadał, bądź ta dwójka, ale nie gryzę i nie mam kompleksu wyższości jak co poniektórzy- tu znacząco popatrzył na Artura, jak tylko ich oczy się spotkały, w oczach Merlina można było dostrzec chłód.
Książę coraz bardziej czuł, że to będzie trudna współpraca.

Chapter Text

-To wy się znacie?- zapytałem Lancelota, chcąc przypomnieć wszystkim o swojej obecności w pokoju.
-Merlin, Gwaine i ja można powiedzieć, że dorastaliśmy razem, razem przeszliśmy szkolenie, Merlin był z nas najlepszy, dlatego został oddelegowany do innych celów- przy końcówce głos Lancelota trochę się zawahał, zerknąłem na Emrysa, ale ten znów miał na twarzy maskę, a w oczach chłód
-Tak do innych celów, a teraz jest naszym szefem, coś poszło nie tak Merls- zdążyłem się już przyzwyczaić do poczucia humoru Gwaina, a raczej nauczyłem się ignorować większość wypowiedzianych przez niego słów, jednak tym razem musiałem się z nim zgodzić. Choć dla wielu służenie rodzinie królewskiej byłoby największym zaszczytem, Merlin nie sprawiał wrażenia zachwyconego
-Myślę, że mógł trafić gorzej Gwaine, ochrona następcy tronu to odpowiedzialne zadanie, wymagające niebywałych umiejętności, oraz dające możliwości dalszego rozwoju- wypowiedziałem te słowa jedynie aby uzyskać jakąś reakcję od Emrysa, lecz ten nawet nie mrugnął
-Yyy to był cytat z jakiejś książki księżniczko?- przewróciłem tylko oczami słysząc dobrze mi znane przezwisko, które Gwaine nadał mi po pewnym incydencie, do którego nie chcę w tej chwili nawet wracać myślami. Merlin popatrzył zaskoczony na swojego przyjaciela, przez chwilę w Jego oczach zagościło rozbawienie, ale już po chwili wrócił dobrze mi znajomy chłód.
-Bardzo śmieszne Gwaine, akurat Ciebie nie podejrzewałbym o to, że rozpoznasz cytat z książki
-1:1 księżniczko- westchnąłem kręcąc głową, już dawno przestałem oczekiwać od Gwaina jakiegokolwiek szacunku, ważne, że wiem, że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji, jak na resztę moich ochroniarzy. Choć w prasie nie miałem zbyt dobrej opinii, dziennikarze uwielbiają afery związane z rodziną królewską i szczególnie w tej sferze mają bardzo wybujałą wyobraźnie. Nie jestem zapatrzonym w siebie księciem i nie wywyższam się nad służbę, owszem mam ciężki charakter, ale Ci którzy znają mnie osobiście wiedzą, że dla swoich ludzi jestem wstanie zrobić wszystko. Myślałem, że czas na udowadnianie komuś kim jestem minął, jednak po spojrzeniu Merlina, jednak byłem w błędzie
-Dobrze żeby uzyskać możliwość dalszego rozwoju- głos Emrysa wyrwał mnie z odrętwienia, po wypowiedzeniu tych słów spojrzał na mnie znacząco- może przejdziemy do tego dlaczego się tutaj spotkaliśmy
-Myślałem żeby się przytulić- jedno spojrzenie Emrysa wystarczyło żeby z twarzy Gwaina zniknął uśmiech, a pojawiła się powaga i skupienie, czyli coś czego nie jestem w stanie uzyskać przykładając mu pistolet do czoła i kto tu ma władzę?
Obserwowałem z zaskoczeniem, jak cała moja ochrona zbiera się przy stole, patrząc wyczekująco na mojego bodyguarda, po raz kolejny tego dnia poczułem się nie na miejscu. Postanowiłem siedzieć cicho i poobserwować osobę, która będzie odpowiedzialna za moje bezpieczeństwo. Było coś przyciągającego w postawie Emrysa, czułem się jakbym widział go tego dnia w kilku wcieleniach, przy moim ojcu, profesjonalna uległość z domieszką stanowczości, z przyjaciółmi, zwykły chłopak z sąsiedztwa, przy mnie, aby zobrazować to jak najdokładniej, użyję słów ściana lodu, a teraz dowódca. Osoba, która potrafi wzbudzić Twój szacunek w sekundę, wywołuje respekt, ale jednocześnie wiesz, że bez obaw możesz do niej podejść i prosić o pomoc, przynajmniej takie w tej chwili wrażenie powinni odnieść moi ochroniarze, którzy jeden po drugim byli mierzeni przez Merlina wzrokiem.
-Zapewne wiecie dlaczego się dzisiaj tutaj znalazłem. Książę został zaatakowany, osoba, która powinna mieć najlepszą ochronę na świecie, o mało nie zginęła od kuli- ton głosu Emrysa, był spokojny, jednak było w nim słychać dziwną nutę, coś na kształt nagany, jednak wydawało się że nie jest ona skierowana do osób w pomieszczeniu.
Chciałem już powiedzieć, że przecież nic się nie stało, żyję na miłość boską, jednak Merlin podniósł rękę w moim kierunku, jakby wiedział, że chcę się wtrącić
-Tak, na szczęście nic się nie stało, ale chyba wszyscy tutaj wiemy dlaczego- yy wiemy? Czy on czyta mi w myślach
-Tak, panie- zaskoczony podniosłem wzrok żeby moje oczy spotkały spokojne spojrzenie Emrysa- wiemy- popatrzyłem na niego zaskoczony, czyżbym był jak otwarta księga czy po prostu ma mnie za idiotę?
-Skąd niby wiemy?- westchnął i pokręcił głową jakby obawiał się tego pytania
-Żyjesz, ponieważ nie chcieli Cię zabić
-Co?- zamurowało mnie- przecież ktoś spudłował, jak niby..
-Nie, było tam dużo ludzi, gdyby chciał kogoś trafić, to by trafił, to miało być coś na znak ostrzeżenia.
-Ostrzeżenia? Przed czym?- do tej pory nie bardzo myślałem o strzelaninie. Miałem być obecny na otwarciu Parku Narodowego, jedyne co miałem zrobić to przejść środkiem alei i przeciąć wstęgę, nie miałem nawet wygłosić przemówienia. Zatrzymałem się na chwilkę kiedy usłyszałem głos jakiegoś dziecka, które mnie wołało, chciałem tylko pomachać, jednak po chwili usłyszałem strzał i nagle wrzask paniki, zostałem otoczony przez ochronę i zaprowadzony do samochodu. To był tylko jeden strzał, dobra może zamach na moje życie powinien mnie bardziej przejąć, ale wziąłem to za jakąś amatorszczyznę. Z resztą sama myśl, że ktoś chciał mnie zabić nie wywołuje zbyt przyjemnych uczuć.
-Pomyśl, ktoś musiał Cię mieć na muszce, stałeś w miejscu, to nie była żadna wyniosła uroczystość, wszystkich miał podanych jak na talerzu, był oddalony, nie było szans go złapać i co? Postanowił strzelić w powietrze?- słowa Merlina były logiczne, jednak nadal nie rozumiałem do czego zmierzał
-No dobrze, chciał spudłować i spudłował, co mu to dało?
-Chociażby to, że teraz tutaj jesteśmy- popatrzyłem na niego sceptycznie, jeżeli to był wielki plan „zamachowca”, to nie widzę tutaj problemu.
-Myślę, że to nie jest główny problem, głównym problemem jest to, że zdołał ominąć ochronę królewską, a chyba dobrze wiemy co to oznacza- tym razem z opresji zrobienia z siebie nic nierozumiejącego idioty wybawił mnie Leon,
-Co to oznacza?
-Wiem, że przed każdym oficjalnym wyjściem ćwiczycie ustawienie, zawsze jest inne żeby nikt nie odkrył waszego schematu, tym razem jednak ktoś go znał, a to oznacza, że mamy tu szpiega- ochroniarze zaczęli zerkać po pozostałych, jakby spodziewali się, że ktoś zaraz wstanie i powie to ja, jednak Merlin nie czekał na to- aby uniknąć jakiś nieporozumień zapytam tylko raz, czy to któryś z was?- miałem ochotę się roześmiać, ale Emrys zmierzył każdego członka mojej ochrony tak poważnym spojrzeniem, że balem się nawet głośno odetchnąć, co było w tym z pozoru niegroźnym mężczyźnie takiego, że budził taki respekt?
-Merlin chyba nie myślisz, że któryś z nas?- Lancelot nie musiał kończyć, wszyscy wiedzieli co oznaczają podejrzenia Emrysa
-Nie, ale musiałem się upewnić- te słowa nie usunęły napięcia, które pojawiło się w powietrzu. Emrys zwrócił swoją uwagę na Leona i Percivala- słuchajcie z Lancelotem i Gwainem znam się od lat i im ufam, a oni ufają wam, na początek to mi wystarczy, musimy się bliżej poznać, ale wiedzcie, że gdybym któregokolwiek z was podejrzewał już by go nie było w tym pokoju. Tak naprawdę jestem pewny, że to ktoś spoza całej ochrony, ale ktoś kto pracuje na terenie królestwa, chciałbym żebyście się poważnie zastanowili nad tym czy przypadkiem ktoś nie zaczął się ostatnio dziwnie zachowywać wobec was, czy coś nie wzbudziło waszego zdziwienia, może jakieś pytanie, albo chociaż spojrzenie, to dotyczy wszystkich- tutaj Merlin spojrzał na mnie- chciałbym żebyś też się nad tym zastanowił, panie- i znowu tytuł wypowiedziany jak obelga, kiwnąłem głową na znak zgody, choć w duchu nie wierzyłem, żeby ktoś z mojej służby był do tego zdolny.
-Ale co dalej?- po raz pierwszy odezwał się Percival
-Czekamy na kolejny krok, myślę, że po ostrzeżeniu będą chcieli się skontaktować bezpośrednio z księciem. Ten strzał to było tylko wybadanie sytuacji i zasianie niepokoju w królestwie
-Wydajesz się bardzo dobrze poinformowany- nie mogłem powstrzymać sarkastycznego tonu głosu, choć Merlin pokazywał sobą wyłącznie profesjonalizm, drażniła mnie Jego pewność siebie
-W drodze tutaj dokładnie obejrzałem film z całego wydarzenia, być może nie wierzysz, ale znam się na tym co robię i mam również doświadczenie, które pozwala mi szybko ocenić sytuację, jeżeli masz problem z tym co robię to musisz zwrócić się bezpośrednio do króla- co jak co, ale nie spodziewałem się tak agresywnej odpowiedzi, kątem oka widziałem, że Lancelot i Gwaine popatrzyli po sobie zaskoczeni
-To nie będzie konieczne, nie chciałem podważać Twoich kompetencji- tym razem to Merlin popatrzył na mnie zaskoczony, czyżby spodziewał się ataku z mojej strony?
-Tak w ogóle to gdzie będziesz spał?- Gwaine miał tendencje do łagodzenia wszelakich konfliktów, za co nieraz byłem mu wdzięczny i tym razem udało mu się odwrócić uwagę Emrysa ode mnie
-Jestem teraz czymś jak cień księcia, więc myślę, że z nim- powiedział to tak swobodnie, że dopiero po chwili dotarł do mnie sens wypowiedzianych przez niego słów. W jednej chwili całe napięcie uleciało z pokoju, Gwaine zaśmiał się głośno i popatrzył na mnie sugestywnie poruszając brwiami, kiedy reszta próbowała ukryć uśmiechy, chciałem coś powiedzieć, ale nawet nie wiedziałem co, ewidentnie Emrys żartował i choć był to żart dotyczący mnie, nawet na mnie nie spojrzał,k jakby już mnie tam nie było- oczywiście żartuję, jeszcze nie wiem, Gajusz powinien zaraz się tu zjawić i pokazać mi mój pokój
-W takim razie zostawiam was tutaj żebyście się lepiej poznali- wtrąciłem szybko, zanim ktoś zdążył coś powiedzieć, nagle poczułem się po prostu niezręcznie, jawna wrogość Emrysa sprawiła, że wolałem szybko opuścić pomieszczenie.
Wszyscy jak na komendę odwrócili się w moim kierunku delikatnie się kłaniając, uśmiechnąłem się kiwając głową i starając się złapać kontakt wzrokowy z każdym z moich ochroniarzy, jedynie oczy mojego bodyguarda umyślnie patrzyły gdzieś za mnie, nie tracąc chwili wyszedłem, słysząc tylko szept Merlina i śmiech Gwaina, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Emrys ma jeszcze jedno wcielenie, które ukazuje się kiedy nie ma mnie w pobliżu.