Actions

Work Header

Coś niebieskiego

Chapter Text

Dzięki pracy w ogrodzie dni mijały mu coraz szybciej, chociaż nie był w stanie spędzać w nim tyle czasu ile by chciał. Z pomocą Oriego wyszukiwał książki o powiązanych rodzinnych i genealogii, i spędzał z nimi czas czekając na przybycie Dáina. Krasnolud ten rzeczywiście miał w sobie krew Durina i zgodnie z zapisami w jakimś zakurzonym tomie miał prawo do tronu, choć to Fíli był bliżej w kolejce do władzy. Jego męstwo, charyzma i bogactwo robiły z niego rzeczywistego kandydata. Fíli był wciąż zbyt młody, poza tym za długo żył na wygnaniu. Miał za sobą doświadczenie w mniejszej ilości bitew, w tym tylko jedne wielkie starcie.

Gdyby Bilbo nie był hobbitem, uznałby to za zniechęcające. Spotkał się z niesprawiedliwym traktowaniem za należenie do Tooków, tak samo jak jego ojciec, który wiele wycierpiał za wżenienie się do tego rodu. Thorin pragnął by to Fíli był jego następcą, więc dopóki Bilbo był w pobliżu nic mu w tym nie przeszkodzi.

Gdyby tylko Fíli był w stanie odpowiednio się zachowywać.

- Nie – skarcił go Bilbo. Kíli skrył się za bratem jak poparzony. - Co jest z wami nie tak? Straciliście rozum? A może resztki zdrowego rozsądku w końcu wyleciały z waszych pustych głów?

- To tylko żart – powiedział Fíli, ale nawet on zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, w której się znalazł, czy może znalazłby się gdyby Bilbo nie przyłapał ich z wiadrem zsiadłego mleka. - Nikt by się nawet nie domyślił że to nasza sprawka.

- Nie o to chodzi, głuptaki! - syknął Bilbo – Chodzi o to, że przez wasze wygłupy moglibyśmy stracić naszą jedyną szansę na negocjacje. Mielibyśmy szczęście gdyby po prostu wrócili do domu i zapomnieli o dociekaniu się o ukaranie was! Jak byście się czuli z wiedzą, że ktoś w końcu musiałby się przyznać i zapłacić za to upokorzenie?

Skurczyli się w sobie, prawdopodobnie uświadamiając sobie powód złości hobbita.

- Wyrzućcie to, raz dwa – rozkazał machając dłonią w kierunku drzwi. - I doprowadźcie się do porządku. Wasz wuj niedługo wróci i jeśli do tego czasu wciąż będziecie wyglądać jak po popijawie, to weźmie was pod brody zanim zdążycie wyrecytować listę wszystkich metali szlachetnych.

Chłopcy stanęli czekając na dalsze instrukcje, a Bilbo ostatkiem siły woli powstrzymał się od podniesienia głosu.

- Ruchy!

Bracia odwrócili się i wybiegli z komnaty zanim Bilbo miał szansę samodzielnie wytarmosić ich brody.

Gdy zniknęli mu z oczu westchnął i ścisnął grzbiet swojego nosa. Chciał się napić herbaty, chciał odpocząć w swoim ogrodzie, chciał, by jego cholerny mąż wreszcie wrócił i zajął się wszystkimi sprawami. To on był przecież królem, a nie Bilbo. Taki stan rzeczy pasował im obu.

Ale skoro Thorin wciąż był na zwiadach, to Bilbo obawiał się, że się na coś natknęli. Thorin nigdy się nie spóźniał na tak ważne spotkania, a wyjechał z trzema ludźmi Thranduila, więc o zgubieniu się w lesie nie było nawet mowy.

Położył dłoń na ścianie i spojrzał na zabieganych mieszkańców Erebor. Otwarte bramy miasta wpuszczały promienie słoneczne i nadchodzących gości, ale nie było w nich ani śladu Thorina. Na samą myśl o tym, że mogło stać się coś złego, Bilbo skręciło ze strachu w brzuchu. Możliwość śmierci męża sprawiała, że czuł się jak gdyby serce podchodziło mu do gardła, więc odepchnął od siebie ponure myśli i skupił na czymś trywialnym, jak przygotowanie obiadu dla gości. Zdecydował się na jagnięcinę, głównie dlatego, że łatwo ją było znaleźć i powinna wszystkim smakować. Gdy dopilnował spraw w kuchni dobiegał już czas na herbatę.

Po jego mężu wciąż nie było ani śladu.

Nie był w stanie skupić się na niczym, wziął więc filiżankę z herbatą i rozsiadł się w ogrodzie. Nie mógł przestać się martwić, zresztą nie ukrywał tego. Dáin powinien zjawić się niedługo, a powrót Thorina nie został jeszcze zapowiedziany. Bilbo był przekonany, że grupa zwiadowcza musiała coś znaleźć, ale nie miał pojęcia na co takiego mogli się natknąć. Mógł sobie tylko wyobrażać co teraz robią, a wyobraźnię miał niestety bujną.

Kruk krążył leniwie po błękitnym niebie, po czym zanurkował i wylądował na stole. Do jego nogi, którą wyciągnął w stronę hobbita, przyczepiony był zwój. Zwierzę niecierpliwie czekało aż Bilbo odwiąże pakunek, do czego musiał użyć scyzoryka, gdyż nić była zasupłana bardzo mocno. Pozbawiony ciężaru ptak wzbił się na nowo w powietrze.

Orkowie. Bezpieczny. Powoli wracamy, ranni. Po zmroku.

Supeł w żołądku jakby się rozplątał i Bilbo wziął głęboki oddech po raz pierwszy od kiedy zauważył jak bardzo spóźniony był jego mąż. Zdarzało się już, że natrafiali na maruderów, a potyczki nie były rzadkością, więc nigdy nie czuł się pewnie gdy Thorin lub siostrzeńcy króla wychodzili na patrole. Chociaż tym razem Thorin nie ucierpiał, to ktoś został ranny. Bilbo próbował sobie przypomnieć kto wyjeżdżał z królem tego ranka, ale nie mógł przywołać w pamięci żadnych znajomych twarzy. Żadnych zabitych, Thorin napisałby gdyby ktoś zginął.

- Wasza wysokość? - zapytał Balin, który pojawił się nagle w drzwiach, a w jego oczach błyszczały wesołe iskierki, jak zawsze zresztą kiedy nazywał tak hobbita.

- Proszę, przestań mnie tak nazywać – jęknął hobbit składając wiadomość i wkładając ją do kieszeni marynarki. - Czy Dáin już przybył?

- Tak, razem z posłańcem Thorina. Będziecie z Fílim musieli sami przyjąć naszych gości. Damy Kílemu spokój, skoro nie ma z nami Thorina by trzymał go w ryzach, a jego Dís wciąż jest w salach gildii – powiedział krasnolud, a Bilbo poprawił płaszcz upewniając się, że godnie się prezentuje. Mimo że pierścień Thorina mienił się blaskiem na jego palcu, na wszelki wypadek przetarł go ponownie chusteczką.

- Orientujesz się w sytuacji Dáina i jego grupy?

- Na tyle, na ile to możliwe – odpowiedział Bilbo wreszcie usatysfakcjonowany swoim wyglądem. - A Fíli?

- Nie, Thorin uważał, że lepiej będzie dla niego pozostać w niewiedzy jeszcze przez pewien czas. Chłopak nie słynie z subtelności, więc najlepiej będzie jeśli na razie o niczym nie będzie wiedział. Powiemy mu tylko jeśli Dáin i jego ludzie okażą się być agresywni, wtedy będzie wiedział, że nasi tak zwani sprzymierzeńcy w każdej chwili mogą mu wbić nóż w plecy. - Balin wyprowadził Bilbo z pokoju i poprowadził dalej korytarzem, a strażnicy podążyli za nimi.

Blady, acz ubrany po królewsku Fíli czekał na nich i uśmiechnął się na widok hobbita. Zarówno włosy młodego następcy tronu, jak i jego broda i wąsy, były ładnie uplecione, a ubranie wyprasowane i czyste. Przypasał nawet odpowiednie do sytuacji oręże, miecze przysłane mu przez Dáina. Miły gest, nawet jeśli Kíli nabijał się z brata za piękne ozdoby wykute na obu klingach.

- Powrót wujka się opóźnił? - zapytał go Fíli, szczęśliwie na moment zapominając o wierceniu się.

- Tak, więc pamiętaj o odpowiednim zachowaniu. To naprawdę ważne, Fíli, jeden nieprzyzwoity żart a własnoręcznie wygarbuję ci skórę - ostrzegł Bilbo grożąc mu palcem.

- Będę grzeczny, nie musisz się martwić - odpowiedział Fíli kąśliwie. - Rada Dáina jest nie do zniesienia, nie mam pojęcia jak możesz usiedzieć na tych spotkaniach.

- Miałem wątpliwą przyjemność spotkania ich drugich połówek – przypomniał mu Bilbo niechętny na powtórkę tego wydarzenia. W jego towarzystwie wszyscy byli sztywni i okrutnie grzeczni, jeden bardziej zadufany od drugiego, choć pewnie powodem był obowiązek tytułowania go. - Wasz wuj wróci po zmroku. Mają ze sobą rannych i musieli zwolnić.

- Przynajmniej jemu nic się nie stało – Balin potrząsnął głową. – Ranny Thorin jest jak najbardziej w interesie Dáina. Ucieszyłby się na takie powitanie.

- Na pewno długo by je wspominał – odpowiedział Bilbo, czym zarobił stłumiony chichot od obu towarzyszy. - Kíli jest w bardzo złym nastroju?

- Celuje z bramy w wiewiórki, bardzo chciał wziąć udział w spotkaniu – wzruszył ramionami Fíli. - Przejdzie mu kiedy sobie przypomni jak nudno potrafi na nich być, w końcu je z nami wspólne posiłki. Po prostu irytuje się kiedy przypomina sobie, że to nie on będzie królem – wypiął się z dumą, a Bilbo wymienił z Balinem smutne spojrzenie. Lepiej żeby Thorin dotrzymał złożonej wcześniej obietnicy, bo po pięćdziesięciu latach Fíli wciąż będzie trudny do zniesienia.

- Tak, jakże to wspaniałe, że urodziłeś się pierwszy – powiedział Balin. - Duże osiągnięcie. Czasem się zastanawiam dlaczego nie uginasz się pod ciężarem tego honoru.

Chłopak dopiero po chwili zrozumiał słowa Balina, po czym zmarszczył brwi.

- Jestem koronowanym księciem. Mogę ci rozkazywać.

Balin zaśmiał się tylko i wyprzedził ich by zapowiedzieć ich w sali, wciąż chichocząc pod nosem.

- Mógłbym – nalegał Fíli. - Musiałby mnie słuchać gdybym mówił poważnie i dobrze o tym wiesz.

Bilbo potrząsnął głową.

- Nie mamy czasu na twoje gierki. Oboje zajmujemy miejsce twego wuja, więc jeżeli będziesz zachowywać się nieodpowiednio, to on odczuje tego skutki. Rozumiesz?

Odwołanie się do bezdyskusyjnej miłości graniczącej z uwielbieniem, którą chłopak żywił do Thorina wreszcie uzyskało pożądany wynik. Fíli wyprostował się, a jego dotychczas zraniony wyraz twarzy zastąpiła powaga, która bardziej pasowała do tego dorosłego przecież krasnoluda. Kiedy się starał był przystojny, będzie dobrym królem, nawet gdyby Bilbo musiał go do tego zmusić.

- Bądź uprzejmy, ale nie zapominaj o swojej pozycji. - To ostrzeżenie nie było szczególnie groźne, ale na to spotkanie powinno wystarczyć. Jeśli Dáin i jego ludzie okażą następcy tronu szacunek na jaki zasługuje, Fíli nigdy nie będzie musiał się dowiedzieć jak wielu w niego wątpi. - Zachowuj się jak koronowany książę, jesteś nim w końcu.

Dáin był wraz ze swoim oddziałem w pokoju przyjęć, a nie w pokoju tronowym, gdzie prowadzono oficjalne rozmowy. Zważywszy na jego status i to, że był sprzymierzeńcem Erebor, został mu przyznany pokój, w którym Thorin przyjmował zazwyczaj swoją radę. Niewielu mogło doświadczyć takiego zaszczytu. Thorin był miłościwy dla swego ludu, ale niełatwo przebaczał szlachcicom, którzy odwracali się plecami do biednych i potrzebujących. Dáin był jednym z niewielu, którzy dbali o swoich ludzi, więc Bilbo miał nadzieję, że będą w stanie zadzierzgnąć długotrwałą przyjaźń, może nawet zdobyć jego poparcie, jeśli nie dla Fílego, to dla niezachwianej pewności Thorina co do możliwości chłopaka.

Na szczęście grupa nadal nie zasiadła do stołu, musieli być więc przynajmniej skłonni do krótkiej pogawędki. Dáin uśmiechnął się szeroko gdy ich zobaczył. Był przystojnym krasnoludem, dzielił z Thorinem wiele cech, jednak nie byli na tyle podobni by ktoś obcy domyślił się o ich wspólnych korzeniach. Lubił nosić więcej pierścieni i paciorków w brodzie i włosach, bardziej cenił sobie tez ozdobne ubrania. Thorin był przyzwyczajony do prostych strojów z czasu na wygnaniu, prawdopodobnie nigdy nie oswoi się z wystawną odzieżą, na którą mógł sobie teraz pozwolić, pomyślał Bilbo.

- Wasza Wysokość – zwrócił się do niego Dáin, co było ukłonem w stronę pozycji hobbita u boku władcy.

- Wasza Wysokość – uśmiechnął się bezczelnie powtarzając się i kiwnął głową w stronę Fílego. Położył dłoń na ramieniu chłopaka. - Obaj dobrze wyglądacie. Jak rozumiem powrót Thorina został opóźniony?

- Przesyła przeprosiny – powiedział Bilbo, chociaż Thorin o niczym takim nie wspomniał ani nic takiego by nie powiedział. Przeszedł z Fílim i Dáinem do mniej ozdobnego tronu na podeście u szczytu stołu. Kiedy Balin uniósł brew, Fíli usiadł na tronie, a Bilbo żałował, że nie przypomniał mu, że wymaga się od niego siedzenia na miejscu Thorina. Na szczęście żaden z ludzi Dáina nie zauważył wahania młodego krasnoluda. Ich narzekania skupiały się głównie na ich przekonaniu, że Fíli nie potrafi zachowywać się jak na szlachcica przystało i Bilbo przyrzekł sobie, że nie da im satysfakcji ujrzenia tego.

Zajął krzesło po prawicy chłopaka, a Balin stanął po jego lewej stronie. Dopiero wtedy goście usiedli, co zapaliło płomyk nadziei w piersi Bilbo. Nie miał pewności co do prawdziwych ambicji Dáina, i tego czy naprawdę zamierzał przejąć pozycję następcy tronu, czy były to tylko pobożne życzenia poddanych krasnoluda.

- Jej Wysokość Księżniczka Dís nie dołączy do nas? - zapytał Dáin rozglądając się za nią po pomieszczeniu.

- Nie, obawiam się, że nie jest w stanie się do nas przyłączyć. Znów jest w salach gildii, nadzoruje negocjacje w sprawie redystryfikacji miasta.

Chociaż odbudowa szła na tyle dobrze na ile mogła, to użytkowe części miast były o wiele mniejsze niż niegdyś, a każda gildia była przekonana o swoim prawie do zajmowania większej powierzchni. Zbyt często wybuchały tam kłótnie, więc od jakiegoś czasu Dís pilnowała pokoju z dłonią na rękojeści miecza. Księżniczka wiele cech charakteru dzieliła ze swoim bratem, potrafiła bowiem utrzymać porządek zarówno siłą, jak i słowami.

Bilbo był dozgonnie wdzięczny, że to nie na niego była skierowana uwaga księżniczki.

- Wielka szkoda. Z niecierpliwością oczekiwałem ponownego z nią spotkania – powiedział Dáin z uśmiechem, nie był więc nadmiernie rozczarowany. Bilbo zanotował w pamięci by posłać po nią do miasta z pytaniem o możliwość spotkania z lordem. Najprawdopodobniej odpowiedź będzie negatywna, ale nie szkodziło spróbować.

- Kiedy w takim razie dołączy do nas Thorin?

- Najpewniej po zmroku – odparł Fíli z uśmiechem. - A do tego czasu będziemy musieli radzić sobie bez niego.

Powiedział to przyjaźnie, ale w jego głosie zabrzmiała siła, z której Bilbo był dumny. Hobbit wiedział, że młodzieniec potrafi zachowywać się po królewsku, zwłaszcza jeśli nie było w pobliżu jego brata.

- Jak rozumiem pragniesz zostawić tu więcej żołnierzy, choć wielu już tu stacjonuje – rzekł ostro, czym przypomniał Bilbo o Thorinie.

- Może lepiej będzie zostawić omówienie tej sprawy do przyjazdu twego wuja – powiedział jeden z doradców tonem, który można by uznać za protekcjonalny. Bilbo miał jego imię na końcu języka i w końcu przypomniał sobie, że brzmiało ono Wrain. - Zdaje się, że on lepiej rozumie sprawy dotyczące wojska, Wasza Wysokość.

- Masz rację – odpowiedział Fíli potakując. - Jednak rozumiem wystarczająco by wiedzieć, że żołnierze potrzebują jedzenia i miejsca do spania. Wszyscy mamy swoje limity, Lordzie Wrain.

Ani stojący za nim Balin, ani Bilbo mu nie przerwali, nawet kiedy Dáin spojrzał na nich pytająco z uniesionymi kącikami ust.

- Nie pomieścimy więcej ludzi nawet jeśli twoi generałowie ich tutaj chcą.

Nie była to do końca prawda, mieli bowiem jeszcze trochę wolnego miejsca, jednak Thorin chciał przeznaczyć je dla własnych oddziałów. Podwładni Dáina mieli służyć za przykład na treningu dla sił Erebor, a po ukończonym szkoleniu planował odesłać obcych z powrotem do Dáina by mogli założyć rodziny i odbudować swoje domy.

- Czy tego właśnie chce twój wuj? - zapytał Lord Wrain, co było skrytą zniewagą.

- Przyznam, że mój słuch nie jest równie dobry jak przed bitwą – powiedział Fíli pokazując swoje naruszone lewe ucho z szerokim uśmiechem. Nie było bardzo uszkodzone, ale krasnolud słyszał nim trochę gorzej. Jego słowa wywołały śmiech.

- Jednak wuj krzyczy na mnie wystarczająco głośno, że słyszałbym go nawet gdybym kompletnie stracił słuch – jego słowa były autoironiczne, a wdzięk księcia pomógł oczarować zebranych. - Nie mamy miejsca dla twoich ludzi, Lordzie Wrain. To nie podlega dyskusji, ale może uda nam się znaleźć kompromis by zapewnić twoim ludziom dach nad głową.

Balinowi ledwo udało się ukryć uśmiech za brodą, a Bilbo nawet nie próbował schować swojego.

Wszystko zdawało się być na dobrej drodze kiedy skończyli pierwsze rozmowy na temat możliwej pomocy członków gildii w odbudowie Erebor. Nastąpiła przerwa na kolację, więc Bilbo odprowadził Dáina do jego pokoju. Należał do niego pokój gościnny w apartamentach rodzinnych ze względu na pokrewieństwo z władcą, więc eskorta kogokolwiek prócz członków rodziny byłaby postrzegana jako niewłaściwa. Bilbo stwierdził, że Fíli sprawił się na tyle dobrze, że odpuści mu na resztę nocy i pozwolił udać się do Kílego.

- Dobrze pan wygląda, panie Baggins – powiedział Dáin gdy byli sami i nie musieli trzymać się formalności. - Erebor dobrze na ciebie działa.

- Chyba ma pan rację – zgodził się hobbit, gdyż niegrzecznie byłoby się sprzeczać. Dáin był przyjazny, jednak nie był jeszcze przyjacielem, więc nie mógł wiedzieć o jakichkolwiek nieszczęściach rodu Durina. - Zacząłem uprawiać rośliny w ogrodzie, więc nabrałem trochę kolorów.

- Uprawia pan rośliny? - Dáin uniósł brew. - Jest pan doprawdy nadzwyczajnym stworzeniem, panie Baggins. Chociaż to nic dziwnego, Thorin zawsze miał upodobanie do dziwnych rzeczy.

Bilbo nie był pewien czy komentarz krasnoluda miał to być uszczypliwy komentarz, czy nie. Zdawał się być przyjacielskim stwierdzeniem, ale równie dobrze mógł badać czy hobbit zdawał sobie sprawy z krytyki, z którą stykał się Thorin. Na wszelki wypadek uniósł brew i mocno ścisnął ręce za plecami.

- Naprawdę? W takim razie zdaje się, że wszystko w porządku. - Znów musiał skłamać o tym, że był Jedynym Thorina. Przeklęte krasnoludy i ich potrzeba dramatyzowania, ta cecha silnie łączyła ich z elfami. Hobbit po prostu brał ślub z kimś kogo kochał, wszystko było o wiele prostsze.

- To twoje pokoje – powiedział Bilbo otwierając drzwi do pomieszczenia przepuszczając Dáina.

- To nie te same co wcześniej – skomentował Dáin rozglądając się. - W końcu je wysprzątali. Widzę, że dodali nowe podpórki, dobra robota.

Bilbo siłą woli powstrzymał się przed przewróceniem oczami na tę kontrolę Dáina, który nie poświęcił nawet sekundy na podziwianie wystroju wnętrz. Pokażcie Krasnoludom kwitnący ogród, a bardziej ich zainteresuje żwir na ścieżce.

- Cieszę się, że jest pan zadowolony. Thorin będzie szczęśliwy gdy to usłyszy. - Najpewniej nawet nie zapyta, z czego Dáin doskonale zdawał sobie sprawę, ale zamiast się zgodzić, krasnolud posłał mu wredny uśmieszek.

- Thorina nie mogłaby mniej obchodzić moja opinia o pokojach – odpowiedział, czym zbił Bilbo z pantałyku. - Mam nadzieję, że jest wdzięczny za twoją zdolność do zacierania jego wad.

Niepewność Bilbo musiała pokazać się na jego twarzy, gdyż po chwili znów się odezwał.

- Proszę o wybaczenie, obawiam się, że moje słowa były zbyt śmiałe.

- Wszystko w porządku – powiedział z ulgą Bilbo uśmiechając się, bo wreszcie wiedział co powiedzieć. - Thorina bardziej obchodzą rodziny, którym możemy zapewnić dom, aniżeli zachowanie dobrych manier, jak możesz się zresztą domyślić. Woli jednak kiedy goście mają wygodne łóżko do spania.

Przynajmniej to była prawdą,nawet jeśli Thorin nie dbał o opinię gości o pokojach, w których zostali umieszczeni.

- W to akurat wierzę. - Kiwnął głową kiedy zobaczył, że Bilbo zbliża się ku drzwiom. - W takim razie życzę dobrej nocy. Thorin powinien niedługo wrócić, podejrzewam więc, że nie może pan się doczekać aż go zobaczy.

- Zgadza się. Życzę dobrej nocy – odpowiedział.

Kiedy drzwi zamknęły się za nim i udał się do swoich pokojów, nie był zaskoczony kiedy zobaczył, że nie jest w nich sam. Thorin rozłożył się już bez zbroi i z zapaloną fajką na fotelu przed kominkiem, co zdradzało, że był wcześniej we własnych komnatach.

Bilbo przejrzał go od góry do dołu martwiąc się, że Thorin nagiął prawdę w liście, co zdarzało mu się wcześniej zrobić. Nieraz napisał, że był nietknięty i wracał z ranami, jednak teraz zdawał się był mówić prawdę.

- Czy ktoś zginął? - zapytał Bilbo po szczelnym zamknięciu drzwi.

Thorin potrząsnął głową, a fajka ruszała się w jego dłoniach. Nie miał na sobie żadnych pierścieni, a jego ubranie było o wiele mniej ozdobne od tego ludzi Dáina; było dobrze wykonane, ale proste i bez niepotrzebnych ornamentów. Nie, żeby Thorin potrzebował ich by wyglądać po królewsku. Bilbo zawsze uważał, że wyglądał jak król, nawet w najmniej dostojnych momentach.

- Nie, wszyscy żyją. Nawet elfy.

- Nie ma potrzeby się krzywić – odpowiedział sucho Bilbo.

- Niczego nie obiecuję. - Thorin wypuścił dym nosem, a ogień skwierczał cicho w kominku. - Balin zdawał się być dumny z Fílego. Czy naprawdę ma ku temu powody?

- Tak – Bilbo usiadł w swoim fotelu, jednak nie sięgnął po fajkę. - Bardzo dobrze sobie poradził na zebraniu, ale na pewno przyjmie wiadomość o twoim powrocie z entuzjazmem. Nadal czuje się tym wszystkim przytłoczony, czemu się zupełnie nie dziwię.

Thorin zachichotał i przez pewien czas siedzieli w przyjaznym milczeniu. Thorin lubił czasem tak siedzieć i po prostu napawać się towarzystwem hobbita, co zdaniem Bilbo było skutkiem jego przyziemnych oczekiwań względem Thorina. A skoro nie mógł być dla niego niczym więcej, wystarczało mu bycie ostoją władcy.

- Przywiozłem ci coś – Thorin skinął głową w kierunku drzwi, przy których stał stół. Na nim leżało małe zawiniątko, a kiedy Bilbo je rozwinął, znalazł w środku zestaw nowych narzędzi ogrodowych. I chociaż przewrócił oczami gdy je ujrzał, to zdawał sobie sprawę, że te narzędzia były o wiele lepsze od kupionych na rynku. Krasnolud odbił na nich swój znak, a gdy Bilbo przejechał po nim palcem pozwolił sobie na czuły uśmiech, dobrze wiedząc, że był niewidoczny dla oczu Thorina.

- Kiedy znalazłeś na to czas? - zapytał podziwiając ciężar rydla. Zostały wykonane by wytrzymać wiele lat, o wiele więcej niż długość życia przeciętnego hobbita.

- To nie ma znaczenia – powiedział Thorin z irytacją. - Czy ci się podobają?

- Oczywiście, że tak – Bilbo zawinął je z powrotem w materiał żeby nie zniszczyły się przez noc i wrócił na swoje miejsce. - Bardzo ci dziękuję, naprawdę nie musiałeś się tak kłopotać.

Thorin wziął do ręki dłoń Bilbo, na której nosił pierścień. Jego palce z łatwością otoczyły prawicę niziołka i gładziły delikatnie szafirowe kamienie, a oczy krasnoluda przybrały odległy wyraz. Płomienie z kominka grzały kark hobbita, ale nie tłumaczyły czerwieni, która wykwitła na jego policzkach. Thorin rzadko go dotykał, a kiedy już to robił, serce Bilbo zawsze przyspieszało tempa.

- Jestem twoim mężem – powiedział jakby chciał mu o tym przypomnieć. Zupełnie jakby Bilbo mógł choć na chwilę zapomnieć, że wyszedł za króla. Tego króla. Swojego króla.

- Tak, i rządzisz królestwem, a nie kuźnią – powiedział zamiast tego co cisnęło się mu na usta. - Spróbuj o tym pamiętać.

- Ah – Thorin uniósł brew, a jego twarz przybrała tak delikatny wyraz gdy trzymał dłoń hobbita, że Bilbo czuł jak zdrowy rozsądek powoli go opuszcza. - A ty jesteś królewskim małżonkiem, nie ogrodnikiem. Spróbuj o tym pamiętać.

Dłoń Thorina odwróciła dłoń Bilbo wierzchem ku dołowi tak, że krasnolud widział czerwone ślady od narzędzi ogrodowych i startą skórę między kciukiem i palcem wskazującym. Thorin ze wzrokiem utkwionym w ranach delikatnie dotknął zaognionych miejsc.

- Królewski małżonek z odciskami od pracy w ogrodzie. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego.

Bilbo przełknął ślinę.

- Toczę z tymi grządkami bitwę, co prawda innego rodzaju niż te, które toczysz ty. Poza tym nigdy nie byłem dobry w machaniu mieczem, jak pewnie pamiętasz, więc pozwól, że będę walczył tam, gdzie mogę wygrać.

- Walczysz na tyle dobrze, że zdołałeś uratować życie króla – zaprzeczył Thorin przejeżdżając palcem po wnętrzu nadgarstka Bilbo. - W każdym razie myślę, że polubię twoje łupy wojenne. Stęskniłem się za pomidorami. -Uśmiechnął się radośnie. - Chyba nigdy nie widziałem nikogo choć odrobinę podobnego do ciebie, Bilbo. Nie mógłbym prosić o bardziej lojalnego małżonka. Nie wiem co takiego zrobiłem by na ciebie zasłużyć.

Przez chwilę Bilbo miał na końcu języka słowa, które od tak dawna chciał wypowiedzieć, jednak przerwało mu pukanie. Odsunął się, wdzięczny za szansę na złapanie oddechu. Przed drzwiami stała pokojówka z herbatą i drugim kubkiem. Wziął je od niej i stopą zamknął drzwi.

Thorin wziął od niego kubek z herbatą z oczami utkwionymi w ogniu, przy czym ani razu nie spojrzał na Bilbo. Hobbit usadowił się na swoim fotelu z nogami zwiniętymi pod sobą dość nieskromnie i szczelnie objął kubek, co nie było spowodowane zimnem panującym w pomieszczeniu. Przynajmniej w tym pokoju ogień żarzył się jasno. Służący musieli już zapalić w kominku w sypialni i ułożyć szkandele pod pościelą, w każdej chwili gotową do przykrycia śpiącego.

-Wybacz na chwilę – powiedział, chociaż Thorin zdawał się być nieświadomy jego słów. Sypialnia faktycznie wyglądała zachęcająco, ale nie mógł się położyć dopóki Thorin był z nim w pokoju, a nie mógł przecież zaprosić go do sypialni. Założył koszulę i zawiązał szlafrok, po czym wrócił do Thorina.

- Chcesz już iść spać?

Przynajmniej zmiana ubrania zdołała przykuć uwagę krasnoluda.

- Nie – skłamał Bilbo siadając w fotelu i biorąc łyka herbaty. - Chciałem jeszcze przez chwilę poczytać.

- Co teraz czytasz? - Thorin spojrzał na książkę leżącą na kolanach Bilbo, ale była otwarta, nie było więc widać jej tytułu.

- Kolejny epos, które twoi ludzie tak lubią pisać. - Wskazał na tom leżący przed nim. - Został mi polecony do moich badań.

Oczywiście było to tylko tłumaczenie, ale Bilbo był zdania, że dopóki znał fabułę, ludzie Dáina nie mieli powodów do narzekań. Nie ma mowy, żeby pozwolił im zniszczyć to, na co Thorin tak ciężko pracował. Nie po otarciu się o śmierć by to odzyskać. Nie, Dáin nie zasłużył na Erebor, w przeciwieństwie do Thorina, Fílego i Kílego. To miejsce należało do nich od urodzenia, a Bilbo zamierzał bronić ich prawa do ostatku tchu.

- Ballada o Ástknút i Furageir – powiedział z czułością. Przeczytał ją już dwukrotnie, i choć wiedział, że powinien poznać inne historie, ta zauroczyła go i nie był w stanie odłożyć jej na dłużej. - Znasz ją? „Głęboko pod górą płonęła kuźnia...”

- To ballada, niziołku. Powinna być śpiewana, a nie recytowana – Thorin stłumił śmiech.

- W twoim języku, jak mniemam? - zapytał.

- W twoim też – powiedział Thorin ostatni raz pociągając z fajki, którą potem delikatnie odstawił na stół. Bilbo bardzo korciło by zapytać, ale zanim miał ku temu okazję, Thorin zaczął nucić we wspólnym głosem głębokim, mocnym i odrobinę zachrypniętym od dymu. Dodawało to opowieści intensywności, której nie miała w wyobraźni niziołka.

Bilbo odstawił na stół filiżankę z herbatą i przymknął oczy, uważnie słuchając każdego słowa. Jego wyobraźnia kreśliła zdradliwe obrazy, na które pozwolił z ciężkim sercem i dał się ponieść pieśni o kochankach i ich namiętnej miłości. Jego powieki powoli opadały, przypomniał sobie, że powinien pójść do łóżka, ale było mu zbyt wygodnie przy kominku, w otaczających ich w powietrzu zapachem dymu, w swoim ulubionym krześle i przy Thorinie.

Rozbudził się trochę gdy poczuł dłoń wślizgującą się pod kolana i plecy.

- Nie jestem dzieckiem – wymruczał w bark Thorina. Uświadomił sobie, że jego mąż pachniał niesamowicie, jak dym, mydło i sam Thorin. Nawet na wpół śpiący, Bilbo czuł w brzuchu gorąco gdy Thorin niósł go do łoża.

Otworzył oczy kiedy Thorin przykrył go kołdrą i przez sekundę na końcu języka wisiało mu pytanie, chęć zaproszenia go ze sobą do łóżka. Tylko przez chwilę.

W końcu dał się porwać zmęczeniu i zapadł w sen.